Ogród zimą

Ogród atrakcyjny zimą

Uwielbiam nasz ogród o każdej porze roku. Oczywiście nadal widzę wiele niedociągnięć i co roku coś zmieniam, ale generalnie uśmiecham się za każdym razem, kiedy do niego wchodzę. Także zimą.

Przede mną jeszcze sporo pracy nad ostatecznym kształtem ogrodu i pewnie łatwiej i ładniej byłoby, gdybyśmy zlecili jego zaprojektowanie profesjonalistom, ale przyznam, że świetnie się bawiliśmy kupując i sadząc każdą roślinkę samodzielnie.

Nasz ogród ma już prawie 10 lat, w obecnym kształcie funkcjonuje od 4, zaczyna zatem powoli wkraczać w fazę, kiedy mniej mamy możliwości dosadzania, za to coraz częściej trzeba sięgnąć po sekator lub łopatę i jakieś rośliny przyciąć, a z innymi, w ogóle się pożegnać.

Ucząc się ogrodu doszłam do jednego zasadniczego wniosku – muszę próbować tak zaplanować rabaty, by były atrakcyjne o każdej porze roku, a najtrudniejszą zdecydowanie jest zima. Tu wielką pomocą są rośliny zimozielone i iglaste, które zapewniają żywą zieleń nawet wtedy, gdy na liściach brakuje drzew. W małym ogrodzie, takim jak nasz, świetnie sprawdzają się formy niższe, miniaturowe, dające kolor, ale nie zabierające przestrzeni.

Pod zimową pokrywa śniegu lub szronu bajecznie wyglądają wszelkie formowane iglaki, szczególnie jeśli ich bryły kontrastują z nieuporządkowaną kępą traw, czy fantazyjnymi liśćmi żurawek. Skórzaste liście rododendronów z kolei są atrakcją samą w sobie. Takie rośliny iglaste lub zimozielone, rozrzucone w rożnych częściach ogrodu, nadają mu dużo życia w pozbawione światła jesienne i zimowe dni.


Iglaki formowane w żywopłoty robią także świetne tło dla bylin i krzewów. Podobnie jak wielu innych ogrodników – amatorów popełniliśmy niestety błąd obsadzania długich fragmentów ogrodzenia żywopłotem z tuj, na szczęście ich długie pasmo ciągnie się tylko w jednej części działki. W drugiej zróżnicowaliśmy wysokość, a z przodu wprowadziliśmy kompozycje formowaną, co nieco rozbija monotonię tej zielonej ściany. Dziś na pewno nie popełniłabym błędu „żywopłotu z tuj”, zdecydowanie wolę miks różnych iglaków, a przede wszystkim miks iglaków z żywopłotem z krzewów liściastych.

Mimo sympatii do iglaków nie wyobrażam sobie zimowego ogrodu bez krzewów liściastych. Czerwone lub seledynowe pędy derenia zimą niesamowicie odcinają się na tle bieli śniegu lub zielonych gałązek iglastego żywopłotu. Zaschnięte kwiatostany hortensji bukietowych świecą złotą poświatą, a jaskrawoczerwone kuleczki irgi poziomej są jak niezwykła biżuteria.

Zima w ogrodzie ni byłaby tak piękna, gdyby zabrakło w nim traw. To jedne z moich ulubionych roślin, pomijając krótką wiosenną przerwę, zdobią rabaty od maja do marca. Wyglądają pięknie nawet wówczas, gdy zdobią je tylko liście, a zakwitając rozpoczynają prawdziwy spektakl. Moment, który lubię najbardziej, to mroźne poranki, kiedy kłosy traw zdobi szron. Niesamowite wrażenie!

Na zimę zawsze zostawiam tez zaschnięte kwiatostany bylin. Jeśli ptaki nie wydziobią nasion, to same się rozsieją, dając mi jeszcze więcej roślin. A wiosną, kiedy jestem stęskniona za pracami ogrodniczymi, mam czym się zająć.

Najlepsze patenty na zimowy ogród:

  • iglaki i rośliny zimozielone, szczególnie w miejscach, które widać z okien domu
  • rośliny formowane
  • drzewa i krzewy o kolorowej lub postrzępionej korze lub poskręcanych pędach, jak derenie, trzmieliny, brzozy, czy leszczyna contorta
  • pozostawione kwiatostany hortensji
  • zimozielone byliny
  • krzewy o atrakcyjnych owocach, jak irgi, berberysy, śnieguliczki czy pięknotki
  • trawy, najlepiej związane w chochoły dla ochrony przed wyłamywaniem ich przez śnieg
  • zimowe ozdoby i dekoracje np. lampiony, sanki, mikołaje, czy donice z roślinami atrakcyjnymi zimą
Wianek z piernika

Świąteczny wianek z pierników

Po co sobie ułatwiać, skoro można sobie utrudnić? Czasami myślę, że podświadomie właśnie w taki sposób organizuję swój czas. Nie miałam kiedy zbudować świątecznego domku z piernika, ani zabrać się za robienie bożonarodzeniowych wianków z iglaków i bombek, i w tym niedoczasie, z jakiegoś powodu, tydzień przed świętami postanowiłam zrobić wianek z pierników. 

W sumie może to jednak oszczędność czasu… to takie dwa w jednym – bożonarodzeniowy wianek jest, a w domu unosi się niesamowity korzenny zapach, jak ten z piernikowej chatki. Czuję, że piernikowe wianki na stałe zagoszczą w naszym domu w ramach świątecznych dekoracji, mimo że te pierwsze, tegoroczne, jak to prototypy, wyszły trochę toporne 🙂

Do stworzenia własnego piernikowego wianka potrzebujesz:

  • porcji ciasta na pierniki (najlepiej takiego sztywniejszego, przeznaczonego na piernikowe chatki). Przepis na ciasto znajdziesz w tym artykule
  • białek i cukru pudru na lukier do ozdoby i sklejania całości oraz narzędzia do wyciskania lukru. Przepis na lukier znajdziesz w tym artykule
  • jutowego sznurka

Wykonanie

  • ciasto rozwałkuj na okrągły blat o grubości 0,5-0,7 cm. Ważne, by było dosyć grube, bo na nim będzie utrzymywał się ciężar przyklejonych lukrem piernikowych ozdób. Następnie od dużej miski lub innego okrągłego przedmiotu odrysuj nożem (przy okazji wycinając) okrąg, który będzie stanowił zewnętrzną część podstawy wianka, a od mniejszego naczynia, w ten sam sposób, odrysuj wewnętrzny okrąg. Średnica 30-40 cm dużego okręgu powinna być optymalna. Ważne też, żeby okrąg nie był zbyt wąski, pasek 10 cm będzie ok, bo trzeba będzie do niego przykleić sporo gwiazdek.
  • z pozostałego ciasta wytnij gwiazdki różnych kształtów i wielkości. Okrąg i gwiazdki upiecz, a następnie odłóż na 1-2 dni, aby lekko obeschły
  • kolejnym krokiem jest lukrowanie gwiazdek, a kiedy lukier wyschnie – przyklejanie ich do wieńca. Jeśli planujemy go powiesić – zaczynamy od przyczepienia sznurka, jeśli wieniec ma być „leżący” sznurek nie będzie potrzebny
  • podstawę wieńca lukrujemy – najpierw cienkim strumykiem lukru obrysowujemy krawędzie okręgu, a następnie całą powierzchnię wypełniamy lukrem – dzięki temu gwiazdki łatwiej się przykleją.
    Aby ułatwić sobie pracę gwiazdki można wcześniej rozłożyć na okręgu o podobnej średnicy wyciętym z papieru, a następnie kompozycję odwzorować na już polukrowaną postawę wianka, dobrze dociskając gwiazdki, aby mocno się przykleiły. Ważne też, aby miksować gwiazdki wielkościami, zapełniając puste przestrzenie między nimi. Całość można ozdobić świątecznym brokatem z lukru.
  • gotową ozdobę zostawiamy aż lukier dobrze zastygnie (najlepiej na 24h lub dłużej). Następnie układamy na podstawce (talerzu lub dociętym na wymiar kawałku tektury) albo zawieszamy w wybranym miejscu i cieszymy się tą niezwykłą, pachnącą ozdobą.
trawy w ogrodzie

Trawy w ogrodzie

Moja przygoda z trawami zaczęła się od jednej kępy rozplenicy, kupionej w sklepie ogrodniczym. Sięgnęłam po nią ze względu na piękne kotki, zdobiące tę trawę jesienią. Później trafiłam na wyprzedaży na zabiedzone miskanty w różnych odmianach i postanowiłam je przygarnąć. Oba egzemplarze są w moim ogrodzie do dziś, a dzieliłam je tak wiele razy, że ich potomkowie rosną także w wielu innych ogrodach.

Rozplenice i miskanty sprawiły, że zakochałam się w trawach i z roku na rok mam ich coraz więcej. Są piękne, w większości niezawodne, zdobią ogród niemal przez cały rok, z małą przerwą na wiosenną regenerację. Trawy plus wiatr to widowisko, w które można wpatrywać się z kubkiem gorącej kawy i kawałkiem korzennego ciasta godzinami.

A co zrobić kiedy trawy zaczynają marnieć od jesiennego deszczu?

Moje trawy trzymam przez całą zimę związane w kępy, które pięknie zdobi jesienny i zimowy szron. Takie chochoły z traw to nie tylko efekt estetyczny, ale także znaczące wsparcie dla kęp w przetrwaniu zimy. Stożki wzrostu są wówczas znacznie lepiej chronione przed zimowymi chłodami. Zdarzało się, że trawom było tak ciepło, że wewnątrz chochoła puszczały soczysto zielone młode pędy w czasie, gdy na zewnątrz szalały mróz i wiatr.

Wiosną jednak z chochołami trzeba się pożegnać i nastaje czas wielkiego cięcia. Ja zwykle robię to w marcu, kiedy trawy jeszcze nie zaczynają rosnąć. Zbyt późne przycięcie sprawia, że uszkadzamy pierwsze młode liście, na których do końca sezonu będzie widać ślad. Nie wygląda to najładniej, ale czasami niestety trudno wyczuć właściwy moment. Zbyt wczesne przycięcie też nie jest najlepszym pomysłem, bo trawa może podmarznąć. Kiedy nie jesteśmy pewni pogody, warto zostawić garść ściętych łodyg i położyć je na świeżo przyciętej kępie. To pozwoli jej łatwiej przetrwać ewentualne wiosenne przymrozki. Z mojego doświadczenia wynika, że właśnie połowa marca to właściwy czas, by zacząć się przyglądać trawom i powoli ruszać do nich z sekatorem.

Tniemy nisko, ale zawsze zostawiamy „jeża” z zeszłorocznych pędów. Powinien mieć 10-15 cm. Odrastające łodygi i liście szybko go zakryją. Jednak wszystkie trawy potrzebują cięcia. Stipa, czyli ostnica, podobnie jak wiele turzyc, zdecydowanie bardziej woli wyczesywanie starych kłosów.

A! i jeszcze jedno. Nie trzeba spieszyć się z usuwaniem traw z ogrodu, nawet jeśli wydaje się, że uschły. Niektóre z nich, jak rozplenice, startują bardzo długo. Bywały lata, że jeszcze w maju wyglądały, jakby zima ostatecznie się z nimi rozprawiła, a kilka dni później puszczały pierwsze zielone listki. Dlatego rozplenicy daję czas i do tej pory nigdy się nie zwiodłam, zawsze odbija.

Jeszcze jeden ważny temat: nawożenie. Generalnie trawy świetnie sobie radzą nawet na przeciętnych glebach, ale z odrobiną nawozu na start i w trakcie sezonu wyglądają jeszcze bardziej spektakularnie. Ja stosuję gnojówkę z pokrzyw, podlewam nią moje trawy dwa razy w roku. Jeśli akurat nie mam gnojówki, wówczas stosuję płynny nawóz do roślin zielonych. Z nawożeniem trzeba jednak uważać, za dużo azotu zamieni nasze trawy w dorodne zielone kępy, ale bez kwiatostanów, a to właśnie od są nie mniejszą niż liście ozdoba większości gatunków.

Ojej, strasznie się rozpisałam 🙂 Lepiej chodźcie już na spacer po mojej „minikolekcji” traw, może któraś spodoba się Wam na tyle, by zaprosić ją do swojego ogrodu :).

Miskanty

Mam je w kilku odmianach, niestety etykiety z nazwami się nie zachowały. Wszystkie to zapewne miskanty chińskie, bo doskonale trzymają się w kępie, nie rozchodzą na boki. Największy z moich okazów dorasta do ponad 2 m wysokości, najmniejszy ma wysokość do kolana. Są jednak jeszcze miskanty cukrowe, które potrafią dorastać do jeszcze większych niż 2m rozmiarów. Wszystkie doskonale rosną, świetnie radzą sobie zimą, a związane w chochoły są prawdziwą ozdobą zimowego ogrodu.

Miskanty lubią gleby żyzne i nieco wilgotne. Znoszą półcień, ale na słońcu zdecydowanie lepiej się wybarwiają. Odmian jest tyle, że na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.

Narodową kolekcję miskantów możecie zobaczyć w ogrodzie pokazowym Państwa Majów, przy szkółce Daglezja w Rykach. Tam też bardzo łatwo upolować wiele gatunków i odmian traw. Co roku we wrześniu w Rykach odbywa się ich festiwal. To wydarzenie zdecydowanie warte zobaczenia

Rozplenice japońskie, piórkówki

Na polskim rynku pojawia się coraz więcej odmian tej bardzo dekoracyjnej trawy. Najbardziej niezawodna w naszych warunkach jest odmiana Hameln, ale inne, przy zapewnieniu im dobrych warunków, też powinny sobie poradzić. A co to te „dobre warunki”? Przede wszystkim słoneczne i zaciszne stanowisko, żyzna i wilgotna gleba. Rozplenica lubi być nawożona, u mnie wystarczy dwukrotne podlanie ją gnojówką z pokrzywy. Dzięki temu stanowi zdrową, dorodna kępę i jednocześnie pięknie i obficie zakwita. Rośnie do ok. 80 cm wysokości i podobnie na szerokość.

Rozplenicę po zimie można ściąć nieco później niż pozostałe trawy, bo dosyć późno startuje. W naszym ogrodzie rośnie już kilka lat i nawet zaczęła się rozsiewać.

Hakonechloa

To moja ulubiona trawa. Jej piękne, kaskadowo układające się kępy delikatnie falują na wietrze. Kwiaty są niepozorne, to liście, nieco kojarzace się z bambusem, stanowią największą ozdobę. Najlepsze miejsce dla tej trawy to żyzna, dobrze przepuszczalna gleba, słońce lub półcień. Odmiany o jasnych liściach wolą stanowisko lekko zacienione, tam czują się zdecydowanie lepiej.

Hakonechloa rośnie niezbyt wysoko, do 40, 50 cm wysokości, za to zdecydowanie mocniej rozkłada się na boki. Doskonale prezentuje się na obwódkach rabat.

Proso rózgowate

To niepozorna trawa, która aż do końca sierpnia nie wyróżnia się niczym szczególnym. Liście są ładne, ale nie rzucają na kolana, może tylko te odmiany o srebrzystym zabarwieniu ładnie odcinają się na tle zielonych żywopłotów. Jednak to, co dzieje się z tą trawą pod koniec lata wręcz zachwyca. Nagle pojawia się nad nią chmura pięknych, bordowych koraliczków. Kwiatostany są ażurowe, więc nie zasłaniają rabaty, i niesamowicie tańczą na wietrze.

Proso lubi wilgotne podłoże i słoneczne stanowisko. W półcieniu rośnie słabiej, ale też daje sobie radę, może tylko nieco gorzej się wybarwia. Późną jesienią dodatkowego uroku tej trawie nadaje kolor liści, który staje się intensywnie bordowy. Trawa ładnie trzyma się kępy i nie rozchodzi na boki.

Trzęślica, molinia

Tę trawę również mam w kilku odmianach, których nazw niestety nie jestem w stanie już odtworzyć. Moje egzemplarze mają od 0,5 do 2,5 m wysokości. Najbardziej podoba mi się trzęślica trzcinowata, która rośnie wysoko. Choć liście są niepozorne i przypominają raczej trawę łąkową, to kwiatostany zdecydowanie nadrabiają urodą. Pojawiają się pod koniec lata wystrzeliwując wysoko ponad zwartą kępę liści. Są bardzo ażurowe i doskonale odnajdą się w każdym miejscu rabaty, a także jako solitery. Ich kępy pięknie będą się prezentowały na tle trawnika.

W moim ogrodzie mam także dwie odmiany trzęślicy modrej, jedną o jasnych, paskowatych liściach. Ta rośnie najsłabiej, jest dosyć niska. Druga rośnie nieco wyżej, osiąga wysokość nawet do 70 cm. Piękne, ażurowe kwiatostany, jesienią wystają ponad zwartą kępę liści.
Trzęślica lubi jasne, słoneczne i nie suche stanowiska, próchniczą dobrze przepuszczalną glebę.

Trzcinnik

Moje okazy trzcinnika pochodzą od jednej sadzonki, kupionej kilka lat temu na festiwalu traw w szkółce Państwa Majów w Rykach. Po pierwszym roku zebrałam nasiona, a dwa lata później moje wysiewane trzcinniki pięknie zakwitły zajmując pół rabaty 🙂 To trawa o pięknych liściach, zebranych w zwarte kępy, ale szczególną ozdobą są właśnie wiechowate kwiatostany. Rośnie mniej więcej do 90 cm wysokości. Preferuje gleby żyzne i słoneczne stanowisko, wówczas lepiej rośnie i kwitnie, jednak to trawa, która świetnie poradzi sobie w każdych warunkach.

Turzyce

Mój ogród zdominowała turzyca morrowa, która rozrasta się poprzez kłącza, ale odmian turzyc jest zdecydowanie więcej. Ta morrowa jest zimozielona,, na liściach ma charakterystyczne żółte lub białe pasy, które nadają jej charakteru. Rośnie do ok. 30 cm wysokości i niepowstrzymywana szybko opanuje znaczna część rabaty. Kwiaty są niepozorne i pojawiają się w czerwcu. Turzyca morrowa lubi słońce i lekki półcień, niekoniecznie mocno żyzną, ale raczej wilgotną ziemię. Choć jest zimozielona, warto ją przyciąć wiosną, wówczas bardzo szybko wypuści świeże liście, tworząc zwarte kępy. To doskonała roślina na obrzeża rabat.

W moim ogrodzie mam także turzycę muskegońską inaczej zwaną palmową. Ta druga nazwa pochodzi od charakterystycznych liści, układających się właśnie jak u palemki. W czerwcu zdobią je piękne, mięsiste kwiatostany. Dorasta do ok. 70 cm wysokości i lubi wilgotną ziemię. Pięknie komponuje się z roślinami o dużych liściach, jak np. hosty.

Na mojej rabacie trawiastej sporo miejsca zajmuje turzyca włosista, w dwóch odmianach: o srebrnych i brązowych liściach. Od kilku lat doskonale się rozsiewa. To trawa, której nie ścinam wiosną, za to dokładnie wyczesuję kępy pozbywając się zeschniętych liści. Turzyca włosista ma nieco „płaczący” pokrój, jakby rozlewa się po rabacie. Lubi słoneczne ale wilgotne miejsca i niestety, potrafi przemarzać zimą. Doskonale sprawdza się także do nasadzeń w donicach.

Inną turzycą obecną w moim ogrodzie jest turzyca ceglasta. To piękna roślina o zwartych kępach, dostastających do ok. 40-50 cm, i delikatnych, cieniutkich liściach. Jej również nie przycinam po zimie, wystarczy przeczesanie kępy i pozbycie się zeschłych liści. Jest dosyć mrozoodporna, ale niestety potrafi tez przemarznąć, dlatego warto ją okryć na zimę. Lubi słoneczne lub półcieniste stanowisko i lekko wilgotną, przepuszczalną glebę.


Sporobolus różnołuskowy

Ta trawa jesienią zamienia się chmurę podobnych do malutkich perełek nasion, osadzonych na łodyżkach wystających ok. 30 cm nad kępę nitkowatych liści. Jest niesamowicie dekoracyjna, choć delikatna. Lubi stanowiska słoneczne, suche i kamieniste, nie boi się trudnych warunków. Jest dosyć trudno dostępna w Polsce, więc jeśli gdzieś na nią traficie, bierzcie bez zastanowienia, na pewno nie będziecie żałować. Najpiękniej wygląda sadzona większymi łanami, po min. 5 sztuk. Łatwo rozmnaża się przez nasiona, więc jesienią warto je zebrać.

Śmiałek darniowy

Niektórzy uważają tę trawę za chwast, jest bowiem doskonale znana z naturalnych stanowisk – miedzy, obrzeży lasu i łąk, gdzie tworzy wielkie łany falujących na wietrze kwiatostanów. Śmiałek jest trawą tworzącą zgrabne, niskie kępy liści, nad które w czerwcu wyłaniają się pięknie, przebarwiające się na żółtokłosy. Lubi przeciętne, lekko wilgotne gleby, stanowisko słoneczne i jest w pełni mrozoodporny.


Ostnica

To bardzo popularna trawa, najpiękniej prezentująca się w dużych skupiskach, gdzie jej liście mogą falować na wietrze. Niestety nie jest prosta w uprawie i bardzo łatwo przemarza, przynajmniej na wschodzie Polski, gdzie znajduje się mój ogród. Trzeba jej zapewnić słoneczne, przepuszczalne stanowisko, najlepiej sprawdzi się nieco wyniesiona rabata, z lekko żyzną i wilgotną ziemią. Ja od kilku lat hoduję ostnicę w donicach i chowam ja na zimę do pomieszczenia gospodarczego, co jakiś czas podlewając, dzięki temu mogę się nia cieszyć co rok.


Imperata cylindryczna

Kolejna trawa, która najlepszy efekt daje jesienią. Jej delikatnie zabarwione na czerwono kłosy stają się wówczas purpurowe. Dorasta do 50 cm i niestety (albo właśnie „stety”) doskonale rozrasta się na boki, zajmując coraz większą powierzchnię rabaty. Preferuje stanowiska żyzne i wilgotne. W pierwszych latach po posadzeniu może przemarzać, dlatego wskazane jest jej okrycie na zimę. Później doskonale radzi sobie samodzielnie.

Tatarak trawiasty

To nie trawa, ale bylina bardzo ja przypominająca, dlatego trafia do mojego zestawienia. Jest zimozielona, niska, o mocno spłaszczonych liściach. Rozrasta się poprzez kłącza. Lubi bardzo wilgotne stanowiska, lekkie zacienienie i najlepiej czuje się w okolicy zbiorników wodnych.

Konwalnik

To też nie trawa, ale często zaliczany jest właśnie do tego grona ze względu na kształt liści. Jest prawdziwą gwiazdą na rabacie, szczególnie wówczas, gdy ściółka kontrastuje z kolorem liści. Kwitnie drobnymi, dzwonkowatymi kwiatami przez całe lato. Konwalnik lubi miejsca jasne, ale niekoniecznie dobrze będzie się czuł w pełnym słońcu. Najlepsza ziemia to umiarkowanie żyzna i umiarkowanie wilgotna, w gliniastym i mokrym miejscu może zagniwać. Z konwalnikiem trzeba uważać w zimie, bo lubi przemarzać, dlatego tę roślinę warto ściółkować.

A Wy macie trawy w swoim ogrodzie?

IMG_8285

Ogród pokazowy Daglezja w Rykach

Staram się bywać na imprezach ogrodniczych, jeśli tylko czas mi na to pozwala. To świetne miejsce, by zobaczyć nowe rozwiązania, zainspirować się i bezkarnie nakupić sobie roślin.

Jednym z takich wydarzeń, na których jestem co roku jest Festiwal Jesienne Barwy Traw w szkółce Daglezja w Rykach. Jego organizatorzy, Państwo Majowie, stworzyli nawet Narodową Kolekcję Miscantów, która, delikatnie mówiąc, robi niesamowite wrażenie, szczególnie jesienią, w wietrzny dzień.

Jednak nie tylko dla traw warto pojechać do Daglezji. Ta szkółka to także piękny ogród pokazowy, który można zwiedzać przez cały rok.

Pierwsza część to piękny ogród roślin iglastych, przeplatanych bylinami i trawami, a wykończony zadbanym trawnikiem, meandrującym się między rabatami. Zaglądając do kolejnych wnętrz ogrodowych zawsze odkrywamy coś ciekawego – a to piękną roślinę, dominującą w danej przestrzeni, a to ławeczkę, a to znów ozdoby, których w tym ogrodzie jest mnóstwo. Miejsce jest nieoczywiste, wciąga i zachęca by zajrzeć za kolejny róg, a ten z kolei prowadzi do kolejnego zakątka.

Ogród powstał w 1998 roku i miał być typowym ogrodem przydomowym, bazującym przede wszystkim na iglakach. Uzupełniły go nasadzenia roślin dobrze współgrających z iglakami. Potem ogród został udostępniony zwiedzającym.

Druga cześć to ogromny staw i jego otoczenie. Rośliny zwieszają się nad tafla wody, a pod dębami czerwonymi rosną hosty, paprocie i trawy. Tu tez można spotkać daglezje, od których szkółka otrzymała swoje imię.

Kolejna cześć ogrodu to piękna rabata bylinowa z trawami, osłonięta geometrycznym żywopłotem z żywotników, z centralna rabatą dzieląca przestrzeń. To miejsce świetnie wygląda w zasadzie przez cały rok, bo nawet zimą uschnięte pędy bylin pomalowane szronem robią niezwykłe wrażenie.

Ostatnia cześć to ogród z kolekcją miscantów, ale on także aż kipi różnorodnymi bylinami i trawami. Rabaty wyglądają jak żywe obrazy, kompozycja jest dopracowana do perfekcji.

Ten niezwykły ogród znajdziecie w Rykach na Lubelszczyźnie, przy ul. Zielonej 39.

In Garden Festiwal

Ogrody pokazowe Festiwalu InGarden

To było niezwykłe wydarzenie. Pierwszy w Polsce festiwal ogrodów pokazowych, podobny do tego, jaki znamy z Chelsea, odbył się w ostatni weekend sierpnia 2020 w Lublinie. Siedmiu autorów zaprezentowało swoje pomysły na miejskie ogrody. Wśród nich byliśmy i my z naszym warzywnikiem.

Pomysłodawcą i dyrektorem artystycznym festiwalu był Wojciech Januszczyk, a realizatorem Fundacja Krajobrazy.

Nadal czujemy się nieco oszołomieni tym wydarzeniem, a przede wszystkim faktem, że organizatorzy postawili miejski warzywnik na równi z pięknymi ogrodami tworzonymi przez wybitnych twórców, artystów i architektów krajobrazu. #DUMA 🙂

My od dawna wierzymy, że warzywnik może być równie atrakcyjną częścią ogrodu jak rabaty kwiatowe, ale miło było się przekonać, że w takim myśleniu nie jesteśmy sami. Co więcej, mnóstwo odwiedzających festiwal osób podkreślało, że nie myślało o skomponowaniu warzywnika w taki sposób, by był kolorowy i atrakcyjny, a pokazany przez nas przykład ich do tego przekonał. Wielu gości dopytywało o szczegóły techniczne układu naszego pokazowego ogródka warzywnego, by skopiować je we własnym ogrodzie 🙂

Foto: Maciek Rukasz

Za chwilę Was zabierzemy na spacer po naszym pokazowym warzywniku z pierwszego Festiwalu In Garden w Lublinie, ale najpierw zobaczcie ogrody mistrzów.

Ogród Bez zniszczenia autorstwa Wojciecha Januszczyka

Ideą tego założenia było pokazanie, że budowa domu nie musi automatycznie wiązać się z koniecznością wykarczowania wszystkich rosnących na działce drzew. Autor pokazał, że wykorzystanie starego drzewostanu, może pozwolić na stworzenie niesamowitego, klimatycznego zakątka, na jaki na pustej działce musielibyśmy czekać kilkadziesiąt lat. To ogród nieco nostalgiczny, z nutką dekadencji i doskonale wkomponowaną sztuką.

Ogród Bliżej natury autorstwa Małgorzaty Tujko

To przeniesiona w przestrzeń festiwalową pocztówka dzikiego krajobrazu, takiego jakim zachwycamy się podczas wycieczek za miasto, ujarzmionego formalnymi w kształcie stalowymi donicami. Ogród daje wrażenie bliskości natury. Jest jak piękny widoczek stworzony przez naturę.

Ogród Przenikanie autorstwa Krzysztofa Stasiewicza

Ta instalacja to dialog pomiędzy ogrodem formalnym, wymuskanym ręką człowieka, a ogrodem będącym dziełem natury. Łączy nowoczesne technologie ze starociami, cały czas przechylając szalę to na jedną, to na drugą stronę. Doskonale wykorzystuje też elementy artystyczne i szkło, którym niesamowicie bawią się promienie zachodzącego słońca. – Nasz mini ogród nie jest próbą odpowiedzi na postawione pytania, nie pretenduje też do miana złotego środka. Proponujemy zabawę formą i detalem. Przenikanie stylów – nowoczesny z naturalistycznym. Przenikanie form architektonicznych z roślinnymi. Wnikanie elementów użytkowych i artystycznych w strukturę ogrodu. Wzajemne przenikanie wnętrz ogrodowych z ich otulinąpodkreśla autor Krzysztof Stasiewicz.

Ogród Myśli różne o ogrodach autorstwa Izabeli Myszki

Dojrzały ogród późnego lata, który łączy w sobie piękno natury i kultury.
Jeśli rozważać ogród jak metaforę życia, to ujrzymy w nim człowieka w pokorze oddanego pracy, wędrującego drogą prowadzącą do wyznaczonego celu. Jego myśli w ogrodowej scenerii zajęte są pięknem i dobrem. Dlatego tak lubimy nasze bycie w ogrodzie, dlatego ogród jest naszym rajem na ziemimówi autorka ogrodu Izabela Myszka.

Ogród Oaza autorstwa Aleksandry Niewady-Wysockiej i Jana Niewady-Wysockiego

To połączenie formy architektonicznej z naturalnym środowiskiem. Centrum tej instalacji jest drewniana kapsuła, która mieści w sobie ogród. Rośliny wychylają się zza ścian, falują na wietrze, a w powietrzu unoszą się słowa poezji. – Główną koncepcją formy składającej się w kształt kapsuły jest hasło garden-in, czyli wewnętrznego ogrodu. Wnętrze wraz z akcentem znajdującym się w środku wykwiecają i ożywiają roślinnością zamkniętą w kapsule przestrzeń. Zewnętrzna elewacja odgradza obiekt sztuczną powłoką, całość kontrastuje z pustynnym podłożem nadając uczucie pragnienia dostania się do wnętrzapodkreśla współautor ogrodu Jan Niewada-Wysocki.

Ogród Apifonia – ołtarz natury autorstwa Marcina Sudzińskiego

To ogród pszczeli, z ulami i mnóstwem kwiatów. Proponuje nam jednak nieco inne spojrzenie na pszczelarstwo, odrzucające korzyści z niego płynące, słoiki miodu i pszczele stragany. Ten ogród zachęca, by spojrzeć na pszczele gniazda jako na mechanizmy od wieków rządzące przyrodą, ukazujące rodzenie się, życie, umieranie i odradzanie.

Ogród kuchenny – Po prostu posadź

To przeniesiony w przestrzenie festiwalowe projekt ogrodu, który stworzyliśmy na naszym tarasie. Zależało nam na tym, by prezentował nie tylko możliwości miejskiego ogrodnictwa i zachęcał do uprawy własnych warzyw, ale także by pokazywał, że warzywnik może być równie piękną, jak pozostałe, częścią ogrodu. Dlatego, podobnie jak w naszym warzywniku, pośród warzyw znalazły się kwiaty i ozdobne dynie, a nad ogrodem powiewa girlanda.

Zupa z kukurydzy

Pyszna zupa z kukurydzy

Są takie dania, które zawsze wywołują uśmiech na mojej twarzy. Zdecydowanie należy do nich zupa z kukurydzy. Smak niesamowity, lekko orientalny, z nutą kokosa, ale jednocześnie nie do pomylenia. Kukurydza gra tu pierwsze skrzypce. Ja zwykle podaję ją z moją miłością – pop cornem, ale doskonale sprawdzi się też łyżka gęstej śmietany i kromka chleba, czy grzanki. Przygotowanie banalnie proste. To co, gotujemy?

Na cztery duże talerze potrzebujesz:

  • 2 litrów bulionu*
  • 6 kolb słodkiej kukurydzy
  • puszki mleczka kokosowego
  • szczypty płatków chili
  • soli i pieprzu do smaku
  • 1 łyżki oleju rzepakowego lub 1 łyżeczki oleju kokosowego

Przygotowanie:

  • Bulion zagotowujemy. W międzyczasie z kolb kukurydzy odkrajamy ziarenka. Aby to zrobić najlepiej oprzeć kolbę w pionie i „ścinać” ziarenka od góry w dół.
  • Na patelni na oleju podsmażamy odrobinę chilli, a następnie kukurydzę. Mieszając smażymy 4-5 min.
  • Kukurydzę wrzucamy do gotującego się bulionu i pozwalamy jej pogotować się przez ok. 15 min. Wlewamy puszkę mleczka kokosowego, mieszamy i ponownie zagotowujemy. Doprawiamy do smaku.
  • Na koniec zupę blendujemy i jeszcze raz podgrzewamy. Podajemy udekorowaną popcornem, łyżką gęstej śmietany lub grzankami.

Smacznego!

* Najprostszy bulion: woda (co najmniej do zakrycia składników), porcja rosołowa z indyka, dwa liście laurowe, dwa ziela angielskie, cztery kulki pieprzu, liść lub kawałek selera, liść pora, marchewka, pietruszka, liść lubczyku. Całość zagotowujemy i zostawiamy na ogniu nawet na kilka godzin (2-3 h to minimum dla głębi smaku). W międzyczasie zdejmujemy „piankę”, która pojawia się na powierzchni i nakłuwamy mięso, żeby wypłynęło z niego jak najwięcej soków. Pod koniec gotowania solimy, następnie odcedzamy mięso, warzywa i przyprawy. Gotowy bulion można użyć na świeżo lub zamrozić i potem wykorzystywać na zup i sosów.

Fioletowe warzywa

Ulubiony kolor w warzywniku

Nie wiem co takiego mają w sobie purpurowe warzywa, że tak bardzo je lubię. Kiedy w warzywniku dojrzewa coś w purpurowym kolorze, cieszę się dwa razy bardziej. W mojej ocenie fioletowe warzywa mają głębszy smak niż te tradycyjne odmiany, jednak można wśród nich znaleźć też takie, które ładniej wyglądają, niż smakują. Tak jest na przykład z fioletowym groszkiem.

O co chodzi z tymi purpurowymi warzywami, że tak mnie zachwycają? Postanowiłam przeprowadzić małe śledztwo i odkryć ich tajemnicę.

Na początek małe wyjaśnienie. Fioletowe warzywa nie zawsze są tylko fioletowe. Mogą być też bordowe, ciemnoczerwone, granatowe, ciemnobrązowe, a nawet czarne. Wszystkie je łączy jedno – antocyjany, czyli barwniki, które odpowiadają za głębię koloru purpurowych warzyw, a także bardzo dobrze wpływają na nasze zdrowie. Dotleniają organizm, odżywiają mózg, pomagają walczyć ze stresem. Są jak sieć wyłapująca wolne rodniki i wykazują silne działanie przeciwzapalne.

Dzięki swojej reaktywności antocyjany mają zdolność wyłapywania wolnych rodników i wykorzystywane są w organizmie człowieka jako naturalne przeciwutleniacze. Przeciwdziałają one kruchości naczyń krwionośnych, zwłaszcza naczyń włosowatych oraz stymulują produkcję rodopsyny – substancji ważnej w procesie widzenia. Dodatkowo wpływają one na obniżenie szybkości reakcji utleniania LDL cholesterolu, który jest składnikiem blaszek miażdżycowych – czytamy w poświęconej antocyjanom publikacji Ewy Piątkowskiej, Anety Kopeć i Teresy Leszczyńskiej przygotowanej dla Polskiego Towarzystwa Technologów Żywności.

Nasz organizm nie potrafi kumulować antocyjanów, więc bardzo ważne jest, aby dostarczać je regularnie, a najlepiej to robić chrupiąc purpurowe warzywa. Im ciemniejsze, tym więcej w nim zdrowych substancji, ale uwaga! Zbyt długa obróbka termiczna niszczy te cenne składniki.

Między innymi o fioletowych warzywach i owocach oraz ich właściwościach zdrowotnych piszę też w innym poście, poświęconym polskim superfoodsom

Inny ważny powód mojej miłości do fioletowych warzyw to to, jak upiększają warzywnik. Są jak piękne fioletowe wykrzykniki pośród zielonej dżungli. Testowałam już chyba wszystkie możliwe fioletowe warzywa w moim ogrodzie. Bakłażany, pomidory i papryki to oczywistość, ale miałam jeszcze fioletową kalarepę, brukselkę, jarmuż, kapustę, fasolę, marchew, groszek i ziemniaki. Uwielbiam fioletową cebulę i sałatę, bo pięknie ozdabiają warzywnik.

A jak u Was? Też pałacie miłością do fioletowych warzyw, nie robią one na Was wrażenia? Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii 🙂

zapiekanka z patisona dyni

Zapiekanka z patisona lub dyni

Na ten przepis trafiłam przez przypadek. Posadziłam patisony z myślą o marynowaniu maleńkich owoców, ale jeden z nich zagubił się w gąszczu liści i urósł tak duży, że do słoika na pewno wcisnąć by się go nie dało. Przekopywałam zatem internet w poszukiwaniu sposobów na spożytkowanie przerośniętego patisona i tak trafiłam na zdjęcie zapiekanki, o której od razu wiedziałam, że będzie pyszna.

Oryginalny przepis znajdziecie u Consumeli ja odrobinę go zmodyfikowałam, zwiększając proporcje składników, dodając kozi ser oraz tłuczoną kolendrę i kminek. W takiej wersji ta zapiekanka smakuje mi jeszcze bardziej, ale wiadomo, każdy ma swoje własne ulubione smaki. Poniżej składniki na dużą keksówkę.

Potrzebujesz:

  • 800 g patisona (może być też dynia, cukinia itp.)
  • 200 g koziego sera startego na dużych oczkach
  • 4 jajek
  • 200 ml śmietany
  • 1 łyżeczki sody
  • 300 g mąki (najlepiej orkiszowej lub zwykłej)
  • garści posiekanych ziół (jak dla mnie najlepiej sprawdza się tu pietruszka, ale można eksperymentować)
  • przypraw: 1/2 łyżeczki soli, świeżo mielonego pieprzu, łyżeczki kurkumy dla koloru, ostrej papryki, po łyżeczce kminku i kolendry tłuczonych w moździerzu.

Przygotowanie:

  • Piekarnik nastawiamy na 180 stopni
  • Patisona myjemy i obieramy, a następnie ścieramy na tarce warzywnej. Lekko solimy i odstawiamy na chwilę, by puścił sok. Następnie odciskami płyn. Jeśli korzystacie z cukinii lub dyni hokkaido, to ich obierać nie trzeba, wszystkie pozostałe dynie niestety tak.
  • Do śmietany dodajemy sodę, mieszamy i odstawiamy na chwilę (powinno się lekko spienić). Dodajemy jajka, sól i przyprawy i całość krótko mieszamy.
  • Do śmietany zmieszanej z jajkami i przyprawami dodajemy mąkę i kolejny raz krótko mieszamy.
  • Ostatni krok to dodanie sera, patisona oraz ziół i ponowne, krótkie! przemieszanie całości.
  • Keksówkę wyścielamy papierem do pieczenia i wykładamy do niej masę. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika. Pieczemy ok. 60 minut w opcji “góra-dół”

Tę zapiekankę można podawać na ciepło, jak i na zimno. Ja najbardziej lubię ciepłą wersję z odrobiną serka wiejskiego lub śmietany.

Smacznego!

Pomidory 2020

Test pomidorów, papryk i bakłażanów

Trochę miałam dosyć strzelania na ślepo, a tak w większości wyglądały dotychczas moje pomidorowe wybory. Brałam nasiona tego, co akurat było dostępne w sklepie i przyciągało wzrok. Efekt? Na przykład odmiana White Beaty, której krzaczki zajęły pół szklarni, a w ogóle nie miały smaku. Albo Kmicic, którego owoce niezależnie od ilości dostarczanego nawozu i troski zawsze łapały suchą zgniliznę. Nie mam czasu i szkoda mi miejsca na takie nieudane eksperymenty! Postanowiłam podejść do tematu bardziej strategicznie i w tym roku przetestować więcej odmian, na koniec wybierając te, które zostaną ze mną na dłużej. Ok ok, pogoda w tym roku zdecydowanie nie sprzyja pomidorom, jest zimno i mokro, ale mam nadzieję, że jakąś opinię jednak uda mi się wyrobić i ewentualnie doprecyzować ją w kolejnych latach.

Do testów wybrałam 24 odmiany. Każdej z nich posadziłam po 2 krzaczki. Kierowałam się wyglądem – pięknym żebrowaniem lub kolorem, obietnicą smaku – od słodkich, po kwaśne niezależnie od stopnia dojrzenia, zróżnicowaniem odmian – od stekowych, po podłużne, przypominające rogi byka. Niektóre z nich, jak Chocolate marmelade, czy San Marzano, są ze mną już kolejny sezon i na pewno zostaną na dłużej.

Moje odmiany pomidorów do testu:

Belmonte

  • duże, ciemnoróżowe, można sadzić w gruncie. Najlepsze do sałatek, przetworów, zup i na świeżo

Jakie powinny być:

  • wysokorosnące, obficie plonujące, o soczystych owocach, z małą ilością nasion, o słodkim, pomidorowym aromacie

Jakie są:

  • końcówka lipca: dosyć ładnie wykształciły pierwsze piętro owoców, gorzej sytuacja wygląda na kolejnych. Owoce są spore, dorodne, o tej porze jeszcze nie zaczynają się wybarwiać.
  • połowa sierpnia: owoce nadal nie dojrzały
  • koniec sierpnia: owoce wreszcie dojrzały. Sa bardzo smaczne, w typie malinowych, delikatne, bez dominującej nuty.

Wyrok: ?

  • Nie jestem zadowolona ani z ilości owoców, ani z czasu oczekiwania na ich dojrzenie. Taka sytuacja była zarówno w szklarni, jak i w gruncie. Jak dla mnie szkoda miejsca, inne podobne smakowo odmiany owocują obficiej i szybciej dają plon.
  • Zebrałam nasiona, żeby sprawdzić, czy w kolejnym roku sytuacja się powtórzy, czy może to efekt zimnego sezonu. Posadzę raczej tylko jedną roślinkę.

Black Beauty

  • średniej wielkości, bardzo czarne

Jakie powinny być:

  • wysokorosnące, najczarniejsze pomidory na świecie, mięsiste, im więcej światła, tym ciemniejsze

Jakie są:

  • końcówka lipca: krzaczki rosną zdrowo, mimo bardzo złych warunków pogodowych w tym roku. Grona są dosyć ładnie wypełnione. Owoce od niemal samego początku są ładnie wybarwione na ciemnopurpurowy kolor, a krzaczki nieźle znoszą zarazę ziemniaka, nie poraża ona ich tak silnie, jak inne odmiany. Na koniec lipca nie dojrzał jeszcze żaden owoc.
  • połowa sierpnia: zbieramy już pierwsze okazy, na razie pojedyncze. Są smaczne, ale delikatne, żadna nuta nie dominuje.
  • koniec sierpnia: pomidor cały czas wydaje owoce, które sukcesywnie zbieramy. Pięknie prezentuje się w daniach, jest prawdziwą ozdobą na talerzu.

Wyrok: +

  • choć smakowo Black beauty może nie powala na kolana, to jednak zostaje ze mną ze względu na kolor. Pięknie ozdabia nie tylko warzywnik, ale i potrawy, które przygotowujemy z jego dodatkiem.

Black Cherry

  • koktajlowe, bordowe, można je sadzić do gruntu

Jakie powinny być:

  • wysokorosnące, o zrównoważonym, lekko kwaskowatym smaku

Jakie są:

  • końcówka lipca: wszystkie krzaczki rosną na zewnatrz, a warunki pogodowe w tym roku są ekstremalnie niekorzystne. Duże opady deszczu i chłód utrudniają zapylanie kwiatów i zawiązywanie owoców. Dlatego na gronach pomidorków nie jest tak dużo, jak zwykle. Kolejne piętra jednak już się budują i zaczynają wybarwiać. Na koniec lipca zebraliśmy już pierwszych kilka owoców. Są bardzo smaczne, o wyraźnym pomidorowym smaku, z delikatną skórką. Ta odmiana na pewno z nami zostanie.
  • początek sierpnia: owoców jest bardzo dużo i cały czas pojawiają się nowe grona
  • koniec sierpnia: ten pomidor jest jak robot, gdyby dać mu ciepło i światło, produkowałby owoce do zimy. Mam wrażenie, ze im gorsze warunki, tym owoce są smaczniejsze.

Wyrok: ++

  • Black cherry jest z nami od kilku lat i na pewno zostanie. To jedna z moich ulubionych odmian, choć generalnie za koktajlowymi nie przepadam. Ma idealny balans smaku, jest trochę słodki i głęboko pomidorowy

Black Roma

  • wydłużone, bordowe, można w grunt, najlepsze do przekąsek, sałatek

Jakie powinny być:

  • wysokorosnące, słodkie, wybarwione na mahoniowy kolor

Jakie są:

  • końcówka lipca: jedna z odmian, która mimo złych warunków atmosferycznych i ataku zarazy ziemniaka ma się bardzo dobrze. Grona uginają się od ilości owoców. Owoce zaczynają się już wybarwiać.
  • połowa sierpnia: owoce nie są zbyt duże, natomiast cały czas dojrzewają. Mają charakterystyczny smak dla pomidorów w tym typie, nie sa wodniste, idealne zatem do suszenia.
  • koniec sierpnia: nadal wytwarzają kolejne grona i dojrzewają.

Wyrok: +

  • ta odmiana na pewno z nami zostanie. Dla mnie to pomidor idealny, głęboki smak, wielopłaszczyznowy, słodki. Taki, jaki pamięta się z dzieciństwa.

Black Triefele

  • średnie, gruszkowe, ciemny kolor, można je sadzić w gruncie

Jakie powinny być:

  • wysokorosnące, do prowadzenia na jeden lub dwa pędy, smak bardzo charakterystyczny, kwiatowy, ładniej wybarwia się na słońcu

Jakie są:

  • końcówka lipca: póki co są bardziej “red” niż “black”, ale całkiem ładnie owocują. Są całkiem smaczne, bardzo charakterystyczne.
  • początek sierpnia: cały czas owocują, choć owoców nie jest szczególnie dużo.
  • koniec sierpnia: pomidor trzyma się nieźle, produkuje nowe grona i owoce, ale raczej pojedyncze.

Wyrok: ?

  • jeszcze nie zdecydowałam. To pomidor o bardzo charakterystycznym smaku, bardzo w moim guście, ale trochę jestem zawiedziona liczbą owoców. Przy małej ilości miejsca w ogrodzie zdecydowanie wolę odmiany, które produkują więcej owoców. Być może posadzę jeden krzak, by sprawdzić jak będzie się miał w kolejnym, mam nadzieję lepszym temperaturowo sezonie.

Brad’s Atomic Grape

  • wydłużone, żółto-fioletowe

Jakie powinny być:

  • wysokorosnące, średniowczesne, owoce słodkie, aromatyczne, dobrze się przechowują

Jakie są:

  • końcówka lipca: odmiana bardzo wcześnie wykształciła grona z owocami, które od początku są charakterystycznie wybarwione. Na koniec lipca roślina wydała już kilkanaście owoców. Owocuje bardzo ładnie, na kolejnych pietrach wytwarzają się kolejne zawiązki. Owoce są bardzo smaczne, słodkie o tradycyjnym, pomidorowym smaku, dosyć dużej głębi. Na pewno z nami zostaną.
  • połowa sierpnia: cały czas owocuje, a im więcej pomidorków zjadam, tym bardziej zakochuję się w Brad’s atomic.
  • koniec sierpnia: wygląda na to, że chłodniejsze noce służą tej odmianie. Wytworzyła wiele nowych gron i aż serce mi pęka, że nie zdążą już dojrzeć.

Wyrok: ++

  • Nie wyobrażam sobie, żeby tych pomidorów zabrakło w moim ogrodzie. Dołączają do moich ulubionych odmian. Są genialne, pyszne, pięknie owocują i są prawdziwą ozdobą warzywnika.

Charlie Chaplin

  • średnie, czerwone, w kształcie papryki, lubi ciepło, można je sadzić do gruntu, najlepsze na sosy i do zup

Jakie powinny być:

  • średnio rosnące, odporne na choroby i warunki atmosferyczne, owoce niemal puste w środku, słodkie i mocno pomidorowe;

Jakie są:

  • końcówka lipca: miały być bardzo odporne na warunki atmosferyczne, a są strasznie kapryśne. Słabo zawiązują owoce, są podatne na zarazę. O dziwo krzew rosnący w gruncie wygląda zdrowiej. Na koniec lipca owoce są jeszcze mocno niedojrzałe, potrzebują dwóch-trzech tygodni żeby nabrać kolorów.
  • połowa sierpnia: sytuacja bez zmian
  • koniec sierpnia: dopiero teraz zaczęły dojrzewać pierwsze owoce. Na dwóch krzaczkach jest ich dosłownie kilka sztuk.

Wyrok: –

  • to pomidor, którego nasiona dostałam w gratisie i jedyne czego żałuję to miejsce, które zajął innym smaczniejszym i bardziej plennym odmianom. Nie potrzebuję takich maruderów w warzywniku, żegnamy się po tym sezonie.

Chloe

  • wydłużone, pasiaste, można sadzić w gruncie

Jakie powinny być:

  • średnio wysokie, owoce w gronach, słodkie w smaku

Jakie są:

  • końcówka lipca: owocują całkiem nieźle, mimo chłodnej pogody. Grona nie są w pełni wykształcone, ale jest na nich sporo średniej wielkości owoców. O tej porze jeszcze nie zaczęły dojrzewać, ale potrzebują dosłownie kilku kolejnych dni, by nabrać kolorów.
  • połowa sierpnia: owoce zaczęły dojrzewać. Są dosyć duże, miękkie, smak nie jest zbyt głęboki, ale przyjemny, delikatny i słodki.
  • koniec sierpnia: jest całkiem dużo dojrzałych owoców i pojawiają się kolejne.

Wyrok: +

  • jestem bardzo zadowolona z tej odmiany. Może wizualnie nie jest pięknością, ma delikatny różowo-zielony kolor, ale jest smaczna i dobrze się przechowuje. Długo zachowuje twardość, a po rozkrojeniu jest bardzo delikatna.

Chocolate marmalade

  • duże, malinowo-brązowe

Jakie powinny być:

  • wysokorosnący, bardzo smaczny, w stylu starych odmian

Jakie są:

  • końcówka lipca: roślina w szklarni radzi sobie całkiem nieźle, ta w gruncie zmaga się z suchą zgnilizną wierzchołkową na niektórych owocach. Obie rośliny dosyć łatwo złapały też zarazę ziemniaka. Pomidor w szklarni wydał już pierwsze dojrzałe owoce o charakterystycznym słodkim smaku, w stylu starych odmian.
  • połowa sierpnia: owocuje ale owoców jest dosyć mało. Znam tę odmianę z poprzednich lat i wiem, że potrafi więcej, dlatego czekam na poprawę 😉
  • koniec sierpnia: to zdecydowanie nie sezon na tę odmianę. Wyraźnie się meczy przy tych temperaturach. W zeszłym roku owocowała obficie, w tym daje pojedyncze owoce.

Wyrok: ++

  • znam tę odmianę z poprzednich lat, jest pyszna, o tradycyjnym, pomidorowym smaku, dlatego na pewno ze mną zostaje. Gdybym oceniała ją tylko po tym sezonie, musielibyśmy się pożegnać.

Cornabel

  • duży, wydłużony kształt

Jakie powinny być:

  • wysokorosnący, odmiana wczesna, owoc o smaku pomidora malinowego; w okresie narastania owoców zalecane jest podwyższone nawożenie magnezem oraz żelazem

Jakie są:

  • końcówka lipca: Roślina na zewnątrz wydała bardzo dużo zdrowych owoców, mimo podatności nie dopadła jej także sucha zngnilizna wierzchołkowa. Całkiem nieźle radzi sobie z zarazą ziemniaka. Roślina w szklarni na razie nie związała zbyt wiele owoców, ale zaczyna się poprawiać. Na koniec lipca owoce jeszcze nie są dojrzałe.
  • połowa sierpnia: owoce zaczęły dojrzewać. Są bardzo smaczne, mięsiste, o smaku pomidora malinowego. Małym minusem jest lekko twarda skórka.
  • koniec sierpnia: czas zdecydowanie służy tej odmianie. Nadal związuje sporo owoców, które sukcesywnie dojrzewają. W odróżnieniu od zeszłego roku nie wytwarzają twardej piętki.

Wyrok: ++

  • tę odmianę mam już drugi sezon i na pewno ze mną zostanie na dłużej. Bardzo dobrze owocuje, plon jest spory, a smakowo należy do grona moich ulubionych pomidorów. Doskonale sprawdza się także jako baza wszelkiego rodzaju przetworów pomidorowych.

Cosmic Eclipse

  • małe, pasiaste, ciemne

Jakie powinny być:

  • owoce soczyste, o słodko-cytrusowym smaku, łatwe w przechowywaniu

Jakie są:

  • końcówka lipca: owoce już są piękne, zaczynają dojrzewać. Mają mocne, ciemne przebarwienia. Niesamowicie wyglądają wśród zielonych liści. Pomidor dosyć smaczny, charakterystyczny smak starych odmian, ale mnie nieco drażni ich lekko twarda skórka.
  • połowa sierpnia: pomidor nadal nieźle owocuje i ładnie dojrzewa
  • koniec sierpnia: część owoców zaczyta robić się twarda i łykowata. To zapewne efekt wahań temperatury w ciągu doby.

Wyrok: ?/-

  • Jeszcze nie wiem, czy zostaną ze mną na dłużej. Z jednej strony pięknie wyglądają na rabacie i dosyć dobrze smakują, z drugiej strony jeśli nie zbierze się ich “w punkt” robią się lekko mączyste. Minusem jest też twarda skórka.

Costoluto Genovese

  • duże, spłaszczone, mocno żebrowane, lepiej rosną w gruncie, świetne na sos, do spożycia na surowo, na przeciery i do konserwowania

Jakie powinny być:

  • wysokorosnący, mięsista konsystencja, wyborny smak,

Jakie są:

  • końcówka lipca: zdecydowanie lepiej ma się roślina posadzona w szklarni, choć ona jest mocniej porażona przez zarazę ziemniaka. Ma jednak więcej owoców, które na koniec lipca już zaczęły się wybarwiać. Roślina na zewnątrz też walczy z zarazą, jednak radzi sobie lepiej. Owoców ma natomiast zdecydowanie mniej, do dojrzenia potrzebują jeszcze min. dwóch tygodni. Owoce ze szklarni nie powalały smakiem, być może dojrzały zbyt wcześnie i nie zdążyły wykształcić pełni cukrów.
  • połowa sierpnia: trochę się poprawiło, zarówno w szklarni, jak i na zewnątrz na krzaczkach zaczęło przybywać owoców, które też dosyć szybko dojrzewają. Są dosyć smaczne, ale spodziewałam się po nich zdecydowanie więcej.
  • koniec sierpnia: bardzo dobrze owocują, choć owoce stają się coraz mniejsze

Wyrok: +

  • mam ochotę jeszcze przez sezon potestować te pomidory. Słyszałam o nich tak wiele dobrego, że aż dziwię się, że w sumie u mnie wyszły tak sobie. Ten sezon jednak jest specyficzny, wygląda na to, ze niekoniecznie ułatwiał wegetację akurat tej odmianie.

Costoluto Fiorentino

  • duże, spłaszczone, mocno żebrowane, lepiej rosną w gruncie; do spożycia na surowo, na przeciery, soki i do konserwowania

Jakie powinny być:

  • silnie rosnący, owoce mają intensywny ciemnoczerwony kolor i słodki miąższ;

Jakie są:

  • końcówka lipca: podobnie jak siostrzana odmiana Costoluto Genovese lepiej razi sobie roślina w szklarni, choć bardziej dokucza jej zaraza ziemniaka. Na zewnątrz krzaczki są zdrowsze, ale mają mniej owoców i potrzebują jeszcze trochę czasu do dojrzenia.
  • połowa sierpnia: krzaczki zaczęły wykształcać coraz więcej owoców, które sukcesywnie dojrzewają. Są smaczne, ale bardzo łagodne, spodziewałam się po nich nieco więcej.
  • koniec sierpnia: na krzaczkach jest nadal dużo dojrzewających owoców, jednak robią się coraz mniejsze.

Wyrok: +

  • podobnie jak siostrzana odmianę – Costoluto Genovese, będę jeszcze przez sezon testować tego pomidorka. Pomijając płaski smak (być może to efekt chłodnego sezonu) to na pewno nie można mu odmówić urody. Jego żebrowania sprawiają, ze uśmiecham się za każdym razem jak na niego patrzę.

Helsing Junction Blues

  • koktajlowe, purpurowe, można sadzić w gruncie

Jakie powinny być:

  • wysokie, odporne na warunki pogodowe; bardzo smaczne

Jakie są:

  • końcówka lipca: to pierwszy pomidor, jaki jedliśmy w tym roku. Był dojrzały już w połowie lipca, był też pierwszym, który wytworzył owoce. Małe kuleczki od samego początku mają intensywnie ciemnopurpurowy kolor. Roślina intensywnie się rozkrzewia, mimo uszczykiwania pędów bocznych. Owoce są smaczne, łagodnie słodkie i genialnie wyglądają w sałatkach.
  • połowa sierpnia: roślina ładnie owocuje, a kolejne grona dojrzewają. Niestety, raczej dojrzewają pojedyncze pomidorki niż całe grona.
  • koniec sierpnia: pomidor owocuje jak szalony, ma bardzo dużo młodych gron, które zapewne nie zdążą już dojrzeć.

Wyrok: +

  • po tym pomidorze spodziewałam się pełniejszego smaku, ale i tak jest z nim całkiem nieźle. Na pewno świetnie sprawdza się w sałatkach i przystawkach, a także pięknie zdobi ogród warzywny. Z przyjemnością zostawię go na kolejny sezon.

Kisz Misz Oranżewyj

  • średnie, okrągłe, pomarańczowe, można sadzić w gruncie

Jakie powinny być:

  • wysokorosnący, odporny na warunki, choroby i pękanie; owoce słodko-kwaśne, sugerowane prowadzenie 2 pędy

Jakie są:

  • końcówka lipca: całkiem nieźle wykształcone owoce, jedna z lepiej zapylających się odmian. Wykształciła owoce na kilku piętrach, jednak jeszcze chwili potrzebują do dojrzenia.
  • połowa sierpnia: owoce dojrzały, są lekko wytrawne, ale charakteryzują się głębią pomidorowego smaku.
  • koniec sierpnia: odmiana bardzo ładnie owocuje, a kolejne owoce dojrzewają. Są mięsiste, optymalnie twarde i bardzo dobrze się przechowują.

Wyrok: ++

  • odmianę dostałam jako gratis, ale na pewno z nami zostanie. To świetny pomidor do sałatek i innych dań, doskonale się przechowuje. Lubie takie odmiany, których nie trzeba spożywać od razu po zebraniu. Ta jest idealna. Nawet po kilku dniach od zbioru ładnie się trzyma i smakuje.

Kumato

  • trochę większe niż koktajlowe, ciemne, można sadzić w gruncie; idealne do bezpośredniego spożycia

Jakie powinny być:

  • wysokorosnące, plenne, warto prowadzić na dwa lub cztery pędy; owoce o mocno pomidorowym smaku, bardzo smaczne,

Jakie są:

  • końcówka lipca: roślina rośnie zdrowo i szybko nadrobiła braki. Na etapie rozsady była bardzo słaba, niziutka, w zasadzie zatrzymała się w miejscu z czterema listkami. Posadziłam ją do gruntu tylko po to, by nie wyrzucać i zrobiła miłą niespodziankę. Rośliny są zdrowe, mają nieźle zapełnione grona, na koniec lipca zaczęły już dojrzewać pierwsze pomidory. Bardzo smaczna odmiana, o mocnym, pomidorowym, lekko wytrawnym smaku.
  • połowa sierpnia: pomidor niemal idealny. Doskonale rośnie, wykształca owoce i dojrzewa. Bardzo dobrze się także przechowuje dzięki swojej dosyć dużej twardości (ja bardzo lubię, ale niektórym może wydawać się zbyt “drewniany” 😉
  • koniec sierpnia: jedna z lepiej owocujących o tej porze roku odmian. Ma jeszcze mnóstwo owoców, które ładnie i szybko dojrzewają. Im dalej w sezon, tym robią się twardsze.

Wyrok:+

  • bardzo przyjemna odmiana, świetna na sosy i do suszenia. Doskonale się przechowuje. Mam ochotę ją potestować jeszcze kilka sezonów.

Lopatinskie

  • malinowe, duże, można sadzić w gruncie

Jakie powinny być:

  • niewysokie, wskazane prowadzenie na 2-3 pędy; owoce soczyste, słodkie; do sałatek, zup, przetworów i na sosy

Jakie są:

  • końcówka lipca: póki co owocują słabo, pierwsze owoce zaczęły zawiązywać dopiero pod koniec lipca na szczycie krzaczka. Sama roślina jest dosyć zdrowa, wbrew zapowiedzi – dosyć wysoka.
  • połowa lipca: nadal kilka owoców, którym do dojrzałości jeszcze daleko
  • koniec lipca: wreszcie zaczęły dojrzewać. To taki typowy stekowy pomidor malinowy. Oceniłabym go całkiem wysoko, gdyby nie kazał na siebie tyle czekać.

Wyrok: ?

  • Ten pomidor nie zwalił mnie z nóg. Plon mały i bardzo późno. Być może potestuję go jeszcze jeden sezon. Na razie szału nie ma.

Purple Calabash

  • płaski, żebrowany, ciemny, można sadzić w gruncie; do spożycia na surowo, do sosów, na przeciery, soki i do konserwowania

Jakie powinny być:

  • wysokorosnący, owoce bardzo smaczne, w typie starych odmian, dobrze się przechowujące,

Jakie są:

  • końcówka lipca: rosną słabo, łatwo łapią choroby. Dwa krzaczki dotychczas wykształciły zaledwie trzy owoce.
  • połowa sierpnia: sytuacja bez zmian. Pomidory jakby zatrzymały sie w miejscu.
  • koniec sierpnia: mamy pierwszy dojrzały owoc. ładny, mięsisty w środku, o delikatnym, malinowym smaku.

Wyrok: –

  • być może to efekt tego sezonu, który był bardzo zimny, ale ten pomidor nie zrobił na mnie większego wrażenia. Nie mam czasu i miejsca na tak słabe efekty. Wolę odmiany, które dają lepszy plon.

Radana

  • koktajlowy, gruszkowaty w kształcie, można sadzić w gruncie

Jakie powinny być:

  • wysoko rosnący, bardzo plenny, owoce mają idealnie wyważony smak, a do tego są bardzo soczyste

Jakie są:

  • końcówka lipca: to moja sprawdzona odmiana z ubiegłego roku, tym razem jednak ze względu na złe warunki atmosferyczne rośnie nieco słabiej i słabiej też zawiązuje owoce. Dosyć mocno dotknęła ją także zaraza ziemniaka. Kolejne piętra owoców wytwarzają się jednak całkiem nieźle. Pierwsze owoce zaczynają już także dojrzewać. Owoce są genialnie smaczne, idealny smak pomidora, doskonale zbalansowany.
  • połowa sierpnia: pięknie dojrzewa i zachwyca smakiem.
  • koniec sierpnia: nadal doskonale owocuje, wykształca kolejne kiście, które sukcesywnie dojrzewają.

Wyrok: ++

  • dla mnie to pomidor idealny z jednym minusem – rozmiar. Marzy mi się taki smak w odmianie, która nie byłaby koktajlowa. Radana jest najsmaczniejszym pomidorem, jaki mam w swoim warzywniku.

Red pear

  • duży, gruszkowaty, można sadzić w gruncie

Jakie powinny być:

  • wysoko rosnący, o bardzo dużych i smacznych owocach

Jakie są:

  • końcówka lipca: mimo nawożenia zarówno roślina w szklarni, jak i w gruncie jest bardzo mocno dotknięta przez suchą zgniliznę wierzchołkową. Sama roślina wygląda zdrowo, zawiązuje kolejne pietra owoców.
  • połowa sierpnia: zaczęły dojrzewać pierwsze pomidory. Są bardzo smaczne, z dużą ilością miąższu, a małą pestek.
  • koniec sierpnia: roślina nadgania wiosenne spowolnienie. Ma sporo nowych gron, jednak nie są one wypełnione owocami. Miałam tę odmianę w ubiegłym roku i owocowała dużo lepiej. Najwyraźniej nie służy jej obecny, zimny sezon.

Wyrok: ++

  • to doskonały pomidor na przetwory, ale tez świetnie sprawdza się jako dodatek do kanapek. Ogromny, pełen miąższu, z niewielka ilością ziarnek. Do tego ma wyjątkowy, bardzo pełny smak, taki tradycyjnie pomidorowy. Zdecydowanie zostaje na kolejny sezon.

San Marzano

  • średni, wydłużony, dobry do suszenia, jesiennych przecierów, czy past

Jakie powinny być:

  • średniowysoki, miąższ słodki, pomidorowy,bardzo odporny na choroby i warunki atmosferyczne

Jakie są:

  • końcówka lipca: lepiej radzi sobie krzaczek rosnący na zewnątrz. Wykształcił sporo kształtnych owoców. O tej porze roku jeszcze nie są dojrzałe.
  • połowa sierpnia: jest coraz lepiej, na krzaczkach pojawiają się kolejne grona. Zaczynają dojrzewać pierwsze owoce.
  • koniec sierpnia: pomidorki sukcesywnie dojrzewają, są pojedyncze, ale bardzo smaczne. Maja sporo miąższu i niewiele pestek.

Wyrok: ++

  • znam tę odmianę z poprzednich sezonów i wiem, ze potrafi o wiele więcej. Zdecydowanie nie służy jej tegoroczna pogoda. Zdecydowanie ze mną zostaje. Nie tylko jest bardzo smaczna, ale i świetnie się przechowuje po zerwaniu.

Sertse Ashabada

  • pomarańczowe, wydłużone, wczesne

Jakie powinny być:

  • niskie, silnie krzewiące się, owoce średnie, dobrze rosną niezależnie od warunków; łagodny smak

Jakie są:

  • końcówka lipca: roślina nie zaowocowała obficie, ale to może być spowodowane zimnym latem. Na obu krzaczkach są jednak owoce, które już zaczynają dojrzewać. Owoce są bardzo smaczne, mięsiste i aksamitne, o delikatnej skórce i łagodnym smaku, idealne do sałatek i na kanapki.
  • połowa sierpnia: odmiana bardzo ładnie owocuje, ma sporo pomidorów.
  • koniec sierpnia: zebraliśmy z tej odmiany całkiem niezły plon i jeszcze przez jakiś czas będziemy zbierać.

Wyrok: ++

  • kolejna odmiana, którą dostałam w gratisie, z której jestem bardzo zadowolona. Smaczne owoce, delikatna skórka, dobre przechowywanie, no i piękny, żółty kolor. Same plusy.

Summer of Love

  • duże, pasiaste

Jakie powinny być:

  • odmiana urodzajna, średnio wczesna; owoce o słodkim smaku z cytrusową nutą

Jakie są:

  • końcówka lipca: pięknie wystartowały, były najbardziej dorodnymi sadzonkami, a obecnie rosną najsłabiej. Łatwo złapały zarazę ziemniaka, dwa krzaczki póki co wykształciły tylko jeden owoc.
  • połowa sierpnia: bez zmian, zero dojrzałych owoców.
  • koniec sierpnia: dojrzał jeden owoc, drugi spleśniał. To tyle jeśli chodzi o plon z dwóch krzaczków. Ten dojrzały był całkiem smaczny.

Wyrok: –

  • szkoda czasu i miejsca na takie odmiany.

Violet Jasper

  • średnie, pasiaste, można sadzić w gruncie

Jakie powinny być:

  • wysokorosnący, dobre plonowanie niezależnie od warunków pogodowych, owoce o słodko-pikantnym smaku, do sałatek i bezpośredniej konsumpcji

Jakie są:

  • końcówka lipca: roślina zarówno w szklarni, jak i na zewnątrz radzi sobie całkiem nieźle, mimo ataku zarazy ziemniaka. Grona nie są w pełni zapylone, a pomidorów jest umiarkowana ilość. Na koniec lipca zaczynają już dojrzewać. Owoce są bardzo smaczne, słodkie, ale mają dosyć twardą skórkę.
  • połowa sierpnia: odmiana bardzo ładnie owocuje, praktycznie przy każdych zbiorach jest z niej co uszczknąć.
  • koniec sierpnia: pomidor nadal ma się super, dobrze owocuje i dojrzewa.

Wyrok: ?

  • pomidor bardzo plenny i bezproblemowy, ale ma dosyć twarda skórkę. Do tego słabo się przechowuje, bardzo szybko robi się miękki. Skórka w zasadzie sama odchodzi, co byłoby plusem, gdyby odmiana miała nieco większe owoce.

Yellow Pear

  • koktajlowe, żółte, można sadzić w gruncie

Jakie powinny być:

  • wysokorosnący, silnie i długo plonujące, owoce słodkie

Jakie są:

  • końcówka lipca: to sprawdzona odmiana z poprzednich lat, pięknie wyglądająca w sałatkach i bardzo smaczna. W tym roku zdecydowanie nie sprzyjają jej warunki atmosferyczne. Owoce wytwarzają się słabo, zwykle rośliny te obsypane są burzą żółtych żaróweczek. Pod koniec lipca już zaczęła dojrzewać.
  • połowa sierpnia: na krzaczkach jest coraz więcej dojrzewających owoców.
  • koniec sierpnia: odmiana nieco nadgoniła, ma sporo owoców, ale w porównaniu do poprzednich lat jest ich nadal mało.

Wyrok: ++

  • uwielbiam te małe, złote żaróweczki i nie wyobrażam sobie, żeby ich zabrakło w moim warzywniku. Mają pewne minusy – bywa ich potwornie dużo, czasami pękają i jeszcze na krzaczku zaczynają pleśnieć, ale kocham ich smak, więc na pewno zostają.

WNIOSKI:

  • To zdecydowanie nie był sezon na pomidory. Patrząc na odmiany, które miałam już wcześniej w warzywniku, wyraźnie było widać, ze warunki im nie sprzyjają. Praktycznie przez całe lato mieliśmy chodne noce, sporo padało, a ogólna temperatura też nie była zbyt wysoka.
  • Najlepiej skiełkowały i rosły stare włoskie odmiany – Costoluto Genovese i Fiorentino oraz Summer of love. Reszta odmian rosła poprawnie.
  • Jako pierwszy zakwitł i zaowocował Helsing junction blues, odmiany Costoluto zaraz za nim Sertse Ashabada, Violet Jasper, Kumato i Black cherry. Na początku sierpnia dojrzałe owoce były już na Chocolate marmalade, Black roma, Radana i Jellow Pear.
  • W przyszłym sezonie z pasiastych odmian będę chciała spróbować jeszcze Crushed hearts.

Moje odmiany papryki do testu:

Corno di Toro

  • duże, podłużne, czerwone, słodkie

Jakie powinny być:

  • wczesna odmiana słodkiej papryki, tworząca owoce długości 18-25 cm. Wydłużone, stożkowe, barwy zielonej do intensywnie czerwonej. Miąższ średnio gruby, soczysty, bardzo smaczny.

Jakie są:

  • końcówka lipca: papryka wreszcie zaczyna wykształcać owoce, choć nie miała łatwo. Najpierw zniszczyły ją mszyce, potem dwukrotnie grad, a na koniec liście objadły ślimaki. Na szczęście odrodziła się ładnie i ma już pierwsze papryczki.
  • końcówka sierpnia: nadal brak dojrzałych owoców, ale tych zielonych jest zatrzęsienie.

Wyrok: +

  • uwielbiam tę odmianę, więc nawet jeśli nie będzie mi dane w tym roku jeść dojrzałych owoców z własnego ogrodu, to i tak posieję ją w przyszłym roku.

Jalapeno

  • małe, podłużne, czerwone, b. ostre

Jakie powinny być:

  • odmiana wczesna, rośnie do 1m, można uprawiać ją także w domu, bardzo ciepłolubna, potrzebuje dużo słońca

Jakie są:

  • końcówka lipca: radzi sobie całkiem nieźle, choć tegoroczne lato nie sprzyja ciepłolubnym roślinkom. Obficie kwitnie i lada chwila powinna zacząć wykształcać owoce.
  • końcówka sierpnia: na krzaczku jest sporo owoców, niestety nadal nie dojrzały.

Purple Jalapeno

  • małe, podłużne, purpurowe, bardzo ostre

Jakie powinny być:

  • odmiana wczesna, rośnie do 1m, bardzo ciepłolubna, potrzebuje dużo słońca; owoce od zielonych przez fioletowe, na koniec bordowe – wówczas mniej ostre

Jakie są:

  • końcówka lipca: piękna odmiana, która jest prawdziwą ozdobą warzywnika. Rośnie zdrowo, mimo zniszczenia przez grad. Na początku lipca jest już obsypana małymi, purpurowymi owocami.
  • końcówka sierpnia: krzaczki są obsypane owocami, w niesamowitym czarnym kolorze. Ta odmiana zdecydowanie wyróżnia się w warzywniku. Owoce zaczynają dojrzewać i o dziwo – nie sa ostre.

Wyrok: ++

  • jeśli nie dla walorów smakowych, to na pewno dla wizualnych warto mieć tę odmianę w warzywniku. Jest piękna.

Zulu

  • duże, czarne owoce

Jakie powinny być:

  • owoce o delikatnie pikantnym posmaku i chrupiącym, słodkim miąższu

Jakie są:

  • końcówka lipca: całkiem nieźle stanęła na nogi po dwukrotnym ataku gradu. Na początku lipca ma już pierwszy owoc.
  • końcówka sierpnia: są pierwsze owoce, od razu pojawiło się kilka. Maja piękny, czekoladowy kolor.

Moje odmiany bakłażanów do testu:

Black Beauty

  • dosyć duży owoc o ciemnej, gładkiej skórce i gruszkowatym kształcie, wymaga bardzo ciepłego stanowiska, najlepiej rośnie pod osłonami

Jakie powinny być:

  • roślina średnio wysoka, dosyć dobrze się rozkrzacza. Niezbyt plenna, na jednej roślinie wytwarza tylko kilka owoców

Jakie są:

  • końcówka lipca: chyba zrezygnuję z tej odmiany, bo konsekwentnie co roku nie daje nam owoców. Pięknie kwitnie, ale niewiele z tego wynika. Niestety, w tym roku wygląda na to, że będzie podobnie.
  • końcówka sierpnia: nadal zero owoców.

Wyrok: —

  • żegnaj Black beauty! Po trzech sezonach bez owoców mam Cię dość!

Listada de gandia

  • dosyć duży owoc o paskowanej, fioletowo-białej skórce, niezbyt duży o gruszkowatym kształcie, wymaga bardzo ciepłego stanowiska, najlepiej rośnie pod osłonami

Jakie powinny być:

  • roślina średnio wysoka, dosyć dobrze się rozkrzacza.

Jakie są:

  • końcówka lipca: póki co kwitnie, ale nie ma owoców
  • koniec sierpnia: nadal brak owoców

Wyrok: –

  • mam za mały warzywnik, żeby tracić miejsce i czas na takie odmiany.

Long purple

  • wydłużone, ciemopurpurowe owoce o błyszczącej skórce, osiągają do 30 cm długości, wymaga bardzo ciepłego stanowiska, najlepiej rośnie pod osłonami

Jakie powinny być:

  • roślina średnio wysoka, dosyć dobrze się rozkrzacza, szybko zaczyna owocować

Jakie są:

  • końcówka lipca: pierwszy od trzech lat bakłażan, który wydał owoc i już szykuje kolejne. Owoce nie są duże, są podłużne, ładnie wybarwione.
  • koniec sierpnia: zatrzęsienie owoców.

Wyrok: ++

  • genialna odmiana, która daje całe mnóstwo owoców. Zdecydowanie zostaje. Nareszcie mam bakłażany z własnego ogródka.

Violetta di firenze

  • owoc dosyć okrągły, pękaty, o ciemnej, błyszczącej skórce, wymaga bardzo ciepłego stanowiska, najlepiej rośnie pod osłonami.

Jakie powinny być:

  • roślina średnio wysoka, dosyć dobrze się rozkrzacza.

Jakie są:

  • końcówka lipca: piękny krzaczek, ale póki co jedynie kwitnie. Owoców zero, choć jeden pąk wygląda trochę pękato. Trzymam kciuki, żeby zamienił się w owoc.
  • koniec sierpnia: są dwa piękne, duże owoce.

Wyrok: +

  • chętnie potestuję jeszcze tę odmianę, bo bardzo podobają mi się jej owoce. Szkoda, że nie ma ich nieco więcej.

A jak Wasze pomidory, papryki i bakłażany? Macie jakieś sprawdzone odmiany, które co roku muszą pojawić się w Warzywniku? Chętnie je przetestuję 🙂

Załóż własny jagodnik

Załóż własny jagodnik

Nie ma usprawiedliwienia dla niehodowania własnych owoców jagodowych :). Może zrozumiałabym osoby, które nie posiadają własnego balkonu, ale tak naprawdę to nawet parapet w bloku wystarczy, by np. hodować poziomki. Jak się chce, zawsze znajdzie się sposób.

Owoce jagodowe – nie tylko jagody, czy borówki, ale też porzeczki, truskawki, poziomki, jeżyny i wiele innych, są bardzo łatwe w uprawie, mało wymagające i – co najważniejsze – nagradzają ogrodnika smacznymi owocami. Krzaczki w zasadzie można posadzić przy płocie i o nich zapomnieć, zwykle same świetnie sobie poradzą, a otoczone odrobiną troski będą jeszcze bardziej dorodne.

Mój jagodnik jest malutki. Zajmuje fragment ogrodu wzdłuż podjazdu i ogrodzenia, o szerokości nie większej niż 2 m i długości może 15-20 m. Zmieściłam tam poletko truskawek i poziomek, aronię, spory rządek malin, dwie jagody kamczackie, dwa agresty i dwie borówki. W tym miejscu rosną też dwie jabłonie prowadzone na płasko, a w pobliżu – prowadzona na płasko przy płocie jeżyna. Jagodnik dostarcza mi owoców mniej więcej od połowy/końca maja, aż do później jesieni. Zawsze kiedy jestem w ogrodzie, muszę przynajmniej na chwilę do niego zajrzeć, by skubnąć to, co akurat owocuje. Smak owoców prosto z krzaczka jest nie do podrobienia!

Jagoda kamczacka

Najwcześniej startują jagody kamczackie. Bywało, że pierwsze owoce zrywałam już w połowie maja, ale zwykle jest to raczej końcówka tego miesiąca. Mam dwa krzaczki dwóch różnych odmian po to, by wzajemnie się zapylały. Zbieram z nich do 2 kg owoców. Smak jagody kamczackiej zachwyca niewielu, dla większości jest po prostu “ok” lub znośny, ale jagoda kamczacka szczególnie zyskuje po przetworzeniu. Dżemy z tego owocu są wyjątkowo smaczne, dla mnie nr 1 na półce w spiżarni.
Jagoda kamczacka lubi kwaśną ziemię, sadząc ją warto wsypać pod korzenie sporo kwaśnego podłoża, z którego roślina będzie korzystać przez kilka lat. Na wiosnę warto też nawieźć jagody specjalnym nawozem do roślin kwasolubnych.
Jagoda kamczacka świetnie radzi sobie w skrzyniach i donicach. U mnie rośnie na podwyższonej grządce. Warto po owocowaniu prześwietlić nieco krzewy usuwając część gałęzi, które w danym roku wydawały owoce. W kolejnych latach owocowanie na nich i tak zwykle jest dużo słabsze, a przycięcie stymuluje roślinę do wypuszczania nowych gałęzi.

Truskawki i poziomki

Zaraz po jagodach kamczackich w jagodniku zaczynają owocować truskawki i poziomki. Szczerze mówiąc mam z nimi pewien problem. Mimo, że bardzo staram się zapewnić im dobre warunki, to jakoś słabo u mnie rosną i owocują. Być może problemem jest niewystarczająca ilość słońca, bo moje truskawki rosną nieco w cieniu podjazdu (przy skarpie), w miejscu, które tylko przez połowę dnia jest nasłonecznione. W tym roku spróbuję pobrać jak najwięcej sadzonek z odnóg i jesienią wymienić prawie wszystkie krzaczki na nowe. Wcześniej wymienię ziemię w skrzyni, w której rosną i dodam naturalnego nawozu. Podwyższę też skrzynie, żeby krzaczki dostały więcej światła. Jeśli to nie podziała, to ja już nie wiem co.

Agrest

Tuż po truskawkach lub równolegle do nich owocami raczy nas agrest. Ja mam dwa krzaczki na pniu, odmiany nie pamiętam, ma jednak ciemne duże owoce. Dojrzewa dosyć równomiernie. Poza przycięciem kilku najstarszych gałązek, żeby stymulować wypuszczenie nowych, lepiej owocujących, i podsypaniu nawozu na wiosnę, agrestem w zasadzie nie muszę się zajmować. To też świetna roślina do pojemników, gdyby ktoś chciał ją hodować np. na balkonie czy tarasie.

Porzeczki

Zanim agrest skończy owocować, na krzaczkach zaczynają się wybarwiać porzeczki. Ja nie bardzo lubię czarne, dlatego w moim ogrodzie rosną tylko czerwone i białe (jednak to czarne porzeczki są najzdrowsze). Podobnie jak z agrestem, porzeczkę bez problemu można hodować w skrzyni lub dużej donicy. Ta szczepiona na pniu potrzebuje solidnej podpory, ponieważ rośliny łatwo uginają się pod ciężarem owoców. Porzeczki nawożę razem z innymi jagodowcami, stosuję do nich ten sam nawóz co do truskawek, agrestu i malin.

Maliny

Prawdziwym świętem lata jest dla mnie moment, kiedy zaczynają owocować maliny. Pierwszy owoc smakuje nieziemsko, kolejne tylko przypominają dlaczego na maliny warto czekać. W moim ogrodzie mam mały, ok. 15 m rządek tych owoców pomiksowanych odmianowo. Rosną w nim zarówno odmiany letnie, jak i jesienne, żółte i czerwone. Maliny są w zasadzie bezobsługowe, trzeba je tylko raz w roku przyciąć (po owocowaniu), warto je też na wiosnę nawozić. Ja zawsze ściółkuję ziemię, na której rosną, żeby przy korzeniach (u malin znajdują się dosyć płytko) ziemia była stale wilgotna. Maliny lubią lekko kwaśną ziemię, więc wyściółkowanie ich korą sosnową lub igliwiem sprawi, że będzie im jeszcze milej rosnąć na grządkach. Dzięki różnorodności odmian maliny można zbierać od lipca do października.

Borówki amerykańskie

Niemal równo z malinami owocowanie zaczynają borówki amerykańskie. To kolejna świetna roślina do pojemników. Miłośniczka kwaśnej ziemi, bez której owocuje bardzo słabo. Nie lubi też, gdy jej korzenie zbyt mocno przeschną. Aby dobrze owocowała trzeba także posadzić przy sobie przynajmniej dwie różne odmiany. To dodatkowy plus, bo różne odmiany owocują w rożnych terminach i czas zbioru borówki można dzięki temu wydłużyć. Borówki trzeba przerzedzać, co roku usuwając trzy – cztery najstarsze gałęzie, które wcześniej owocowały. Łatwo je rozpoznać po nieco spękanej korze. Roślina dzięki temu zabiegowi zacznie wypuszczać nowe gałęzie, a na nich pojawi się zdecydowanie więcej owoców.

Jeżyny

Zawsze mocno czekam też na jeżyny, które pojawiają się już w sierpniu i owocują przez wiele tygodni. Ja mój jeżynowy krzaczek prowadzę „na płasko” przy płocie, każdego roku jesienią rozpinając na nim trzy-cztery najbardziej dorodne gałęzie. Wiosną jeżyna wypuszcza z nich mnóstwo młodych gałązek z kwiatami, które wabią tysiące trzmieli. Owoców jest tak dużo, że aż trudno je przerobić. Ja w większości produkuję z nich dżemy, których smak uwielbiam. W tym roku zrobię też frużelinę i soki. Wiosną roślinę zasilam nawozem. Osoby, które chciałyby mieć jeżynę w ogrodzie muszą wziąć pod uwagę rozmiary krzewu, potrafi on wyrosnąć nawet na trzy-cztery metry.

Aronie

Ostatnie owoce, które pojawiają się w moim ogrodzie to aronie. Właściwie to ich krzaczek, z braku miejsca, rośnie już poza ogrodzeniem. Aronią w ogóle się nie zajmuję, raz na dwa – trzy lata wycinam jej tylko kilka najstarszych gałęzi. Owoce zbieram po pierwszych przymrozkach, tracą wtedy sporo ze swojej charakterystycznej goryczki. Zjadamy je na surowo lub przerabiamy na nalewki.

Owoców jagodowych jest całe mnóstwo, a większość z nich możecie uprawiać nawet na balkonie. W moim małym jagodniku znalazło się miejsce dla aż ośmiu gatunków, a marzy mi się jeszcze świdośliwa 🙂

Mam nadzieję, że udało mi się Was przekonać do posadzenia własnych porzeczek lub borówek. A może macie je już we własnych ogródkach lub na balkonach?