sierpniowa zmiana w warzywniku

Sierpniowa zmiana w warzywniku

Sierpień jest dla mnie jak druga zmiana w warzywniku. Z jednej strony mamy już całkiem niezłe zbiory i warzywa w swojej najlepszej formie, z drugiej wiele roślin zdążyło już zmarnieć i teraz zajmują tylko miejsce na grządce. Pora zrobić mały remanent, by maksymalnie wykorzystać powierzchnię warzywnika.

Pozbądź się tego, co niepotrzebne

Ja za porządki na półmetku sezonu zabrałam się pierwszego sierpnia, w piękną upalną sobotę. Powietrze lekko pachniało dymem, wyraźnie dało się wyczuć, że jesień jest już za rogiem.

Ogarnięcie warzywnika zajęło mi dobrych dziesięć godzin, choć wcale nie był mocno zaniedbany. Przede wszystkim pozbyłam się chwastów, setki małych siewek rozpanoszyły się niemal wszędzie. Ich regularne usuwanie to nie tylko kwestia estetyki, ale także zapewnienie lepszych warunków do wzrostu dla warzyw. Kiedy muszą konkurować z chwastami o składniki odżywcze, rosną słabiej.

Druga ważna rzecz, to pozbycie się tych warzyw, które są chore, lub które nie przyniosą już oczekiwanego plonu. Tu trzeba się wyzbyć sentymentów, choć wiem, że to wcale niełatwe :). Kalarepa, która poszła w liście, sałata, która zakwitła, czy groszek cukrowy, który w zasadzie usechł powinny się znaleźć na kompostowniku lub w worku na frakcję zieloną, zamiast zajmować miejsce w warzywniku. Ja dokładnie uprzątnęłam miejsce po sałacie, kalarepie i pak-choi. Usunęłam resztki liści i korzeniu. Grządki nabrały świeżości i światła.

Pozbądź się chorych roślin

Wykopałam wszystkie ziemniaki z jednej ze skrzyń, w której rosła odmiana najwyraźniej mocno podatna na zarazę ziemniaka. Dla wielkości bulw te ziemniaczki spokojnie mogły jeszcze rosnąć, pozbyłam się ich jednak ze względów higienicznych; w tak zimny i deszczowy rok nie chcę dodatkowo podkręcać ryzyka zakażenia zarazą ziemniaka moich pomidorów, które i tak w tym sezonie nie mają łatwo.

Wykopane ziemniaki wysuszyłam w koszu i schowałam do zwykle ciemnego garażu, dodatkowo nakrywając szmatką, by nie zieleniały. Oczywiście ziemniaki, które po wykopaniu kilka dni stoją w garażu nie smakują tak rewelacyjnie, jak te świeżo wykopywane, ale i tak są o niebo lepsze od tych ze sklepu.

Pora na nowe

Na uprzątnięte miejsca w warzywniku trafiły nowe warzywa. To głównie sałata, kalarepa, pak-choi, kapusta pekińska i rzepa. Rozsadę przygotowałam sama w połowie lipca, ale ostatnio widziałam gotową na lokalnym bazarku, warto zatem sprawdzać.

Nie jest jeszcze za późno, by przygotować własną rozsadę, jednak warto się spieszyć. Gdybym nie przygotowała jej kilkanaście dni temu, z pewnością teraz (początek sierpnia) jeszcze podjęłabym ryzyko 🙂 Powodzenie w uprawie takich warzyw będzie zależało od pogody i ilości światła w ciągu dnia. Trzeba jednak pamiętać, że dni robią się coraz krótsze, pochmurne dni dodatkowo utrudniają temat.

Poza rozsadą do warzywnika trafiły też warzywa z siewu. Bezpośrednio do gruntu wysiałam marchewkę, pietruszkę, ogórki i koper. Te warzywa będą nam służyły w kuchni aż do później jesieni.

Odpoczywaj, analizuj, planuj

Sierpień to pełnia sezonu, moment, na który wszyscy ogrodnicy pracują od wczesnej wiosny. To pora obfitości i zbiorów. Doceń tę chwilę 🙂 ciesz się tym, co przynosi ogród, korzystaj z plonów i dziel się nimi z przyjaciółmi.

To też doskonały miesiąc, że by poprzyglądać się nieco warzywnikowi, przeanalizować sukcesy i porażki i wyciągnąć wnioski na przyszły sezon. Teraz najlepiej widać, co się sprawdza, a co nie. To może być świetny pretekst, by po prostu na chwilę usiąść na ławeczce, poprzyglądać się rabatom bez zwykłego pośpiechu, wsłuchać się nieco w warzywnik. Jak wiele macie takich okazji? Tak, ja też nie pamiętam takiej 🙂

lato w warzywniku

Warzywnik na półmetku

Od św. Anki zimne wieczory i ranki – mówi staropolskie przysłowie. Niestety, ta mądrość ludowa ma wiele wspólnego z rzeczywistością, wraz z nadejściem sierpnia wyraźnie czuć, że dni stają się krótsze, a na wieczorny spacer trzeba wziąć dodatkowe okrycie. Zupełnie się tym nie martwię.

Sierpień napawa mnie lekko nostalgicznie, zachęca do tego, by zwolnić, chwilę odetchnąć po intensywności czerwcowej lipcowej pełni sezonu.

Świadomość, że teraz musimy zaakceptować ogród i warzywnik taki, na jaki pozwolił nam ten sezon jest niezwykle kojąca. Za niczym nie trzeba już gonić.
Co wyrosło – rośnie, co trzeba zebrać, powoli się zbiera, nic już nie da się naprawić, a jedyne co nam pozostało, to zastanowić się czy jeszcze możemy coś wysiać na jesienny zbiór i zaplanować sadzenie i sianie warzyw, które zimę spędzą w gruncie.

Uwielbiam sierpień za plony. Wyrywanie z ziemi dorodnej marchewki, która przecież dopiero co trafiała do gleby w postaci małego ziarenka, daje mi niesamowite poczucie sprawczości. Strasznie lubię krzątać się po warzywniku z koszykiem i zbierać warzywa, które już dojrzały, a potem zamieniać je w pyszne dania.

Cebula i czosnek schnące na powietrzu są dla mnie jak małe dzieła sztuki. Koszyk dojrzałych pomidorów zawsze wywołuje uśmiech, podobnie zresztą jak smak ogórków prosto z krzaczka, takich chrupiących, lekko słodkich.

Warto cieszyć się takimi chwilami i je celebrować.

Staram się nie marnować plonów i tak planować zbiory, by trafiały na nasze talerze przez cały tydzień. To czas, kiedy bardzo rzadko robimy zakupy, bo większość potrzebnych nam produktów mamy w ogródku, a chleb pieczemy sami. Jeśli czegoś nie jesteśmy w stanie zjeść na bieżąco, zamykam to w słoiki lub mrożę.

W sierpniu coraz więcej rabat staje się pustych. To czas zbioru czosnku i cebuli (to, że są już dojrzałe poznacie po żółknących szczypiorach, a w przypadku cebuli będą się one także łamały). Z grządek znikają krzaczki ziemniaków, rządek marchewki staje się coraz krótszy, a pierwsza wiosenna fasolka przestaje plonować.

Puste miejsca można wykorzystać siejąc warzywa na poplon.

Już trochę za późno na większość warzyw (o terminach siewu na jesienny zbiór pisałam w jednym z wcześniejszych artykułów), ale nadal jest wiele takich, które siane w sierpniu, dadzą zbiory jesienią.

U mnie na grządce po ziemniakach zaczyna już kiełkować rzodkiewka, wystawiając nad ziemię charakterystyczne serduszkowate listki. Rozsada sałaty (moja jest siana w lipcu, ale na lokalnych bazarkach nadal można znaleźć gotową) idzie w miejsce po fasoli, a w gruncie pęcznieją już nasiona dwóch odmian szpinaku.

W pierwszym tygodniu sierpnia będę jeszcze siała sałatę na zimowanie, roszponkę i rukolę.

Wolne miejsca zapełniam też rozsadą warzyw sianych na przełomie czerwca i lipca: kalarepą, kapustą pekińską, pak-choi i brokułami gałązkowymi. Do tych warzyw o tej porze roku lubią dobierać się gąsienice, niemal doszczętnie objadając listki, więc warto je teraz szczególnie monitorować.

Mam już pierwsze przemyślenia z tego sezonu – co poszło dobrze, a co chciałabym zrobić inaczej, co wymaga zmiany, a co wręcz przeciwnie, świetnie się sprawdza. Staram się notować na bieżąco wszystkie takie przemyślenia, by jak tylko czas na to pozwoli wprowadzać poprawki w warzywniku.

Każdy kolejny sezon to niesamowita nauka i nie chcę, żeby cokolwiek mi uciekło.

Tym razem po raz pierwszy myślę o eliminowaniu niektórych warzyw z ogródka, szczególnie takich, które zajmują sporo miejsca, a dają niewielki plon. Rozważam też małą rewolucję w samym ogrodzie, chciałabym diametralnie przearanżować przedogródek.

No widzicie! Jak może mi być szkoda odchodzącego sezonu, skoro kolejny już się do mnie uśmiecha z ekscytującymi projektami?

C75E8DB7-0F7D-4C2A-89DE-E30E42A753CF

Tarta z cukinią

Cukinia jest niesamowicie uniwersalnym warzywem, doskonale sprawdza się zarówno w daniach wytrawnych, jak i deserach. Tego lata pokaże Wam kilka moich ulubionych sposobów na cukinie, a jeden z nich to pyszna tarta, wypełniona serem i kolorową cukinią. 

Właśnie dla  kulinarnego efektu – połączenia w daniach cukinii o różnym kolorze skórki, zawsze sadzę kilka odmian tego warzywa, w tym cukinię okrągłą, idealną do nadziewania. Do tarty wykorzystamy dwie średniej wielkości, podłużne cukinie w kolorze żółtym i zielonym. 

Potrzebujesz:

  • 4 jajek
  • 100 g masła
  • 200 g mąki
  • 2 średniej wielkości cukinie
  • 250 g serka śmietankowego (kanapkowy, mascarpone, ricotta, używałam nawet burraty)
  • 80 g żółtego sera (parmezan dodaje charakteru)
  • 100 g śmietany
  • sól, pieprz do smaku
  • łyżka oliwy z oliwek

Przygotowanie:

  • z posiekanego masła, mąki, jajka i szczypty soli zagnieć ciasto. Gdy będzie gładkie, uformuj kulę, owiń folią spożywczą i wstaw do lodówki na trzy kwadranse. 
  • cukinie pokrój w plasterki nie grubsze niż 0,5 cm. Posól i odstaw na ok. 10 min. Następnie osusz je ręcznikiem papierowym i krótko przesmaż na oliwie tak, żeby lekko zmiękły. Zdejmij z patelni i odłóż na talerz.
  • rozgrzej piekarnik do 180 stopni
  • ciasto wyjmij z lodówki, rozwałkuj i wyłóż nim formę do tarty. Piecz 10 min, aż będzie rumiane. Ostudź po wyjęciu z piekarnika. 
  • teraz pora na nadzienie. Zmieszaj serek śmietankowy i żółty ze śmietaną, trzema jajkami, szczyptą soli i pieprzem. 
  • część, nieco mniej niż połowę, nadzienia wylej na spód tarty. Rozłóż plasterki cukinii jeden obok drugiego, tak żeby nieco na siebie zachodziły. Na górę wylej pozostałą część nadzienia. 
  • piecz 40 minut w 180 stopniach. 
  • podając możesz posypać posiekaną natką pietruszki.

Smacznego!

A99897BF-C22C-4E7E-BD5E-37ADDA94C437

Mądre podlewanie

Kiedyś myślałam, że im częściej będę podlewać, tym bardziej rośliny będą szczęśliwe. Błąd. Częste podlewanie rozleniwiało rośliny. Po co miały wypuszczać długie, zdrowe korzenie w poszukiwaniu wody, skoro cały czas miały ją tuż pod powierzchnią gleby? Gdy przyszły wielkie upały, wierzchnia warstwa ziemi zaczęła się mocno nagrzewać i wysychać w rekordowym tempie. Teraz jestem mądrzejsza o to doświadczenie. Podlewam tak rzadko, jak tylko się da.

Minusy częstego podlewania

Częste podlewanie wypłukuje z ziemi składniki odżywcze i rozleniwia rośliny. Nie mają powodu by się zdrowo, głęboko korzenić w poszukiwaniu wody, skoro cały czas mają ją dostępną tuż przy powierzchni. Płytko ukorzenione rośliny w upały cierpią najbardziej, mogą wręcz obumrzeć.

Uwaga na smak! Zbyt często podlewane rośliny mają mniej smaku, jest on jakby rozwodniony. To jednak nie znaczy, że rośliny warto celowo przesuszać. Najlepiej utrzymywać stabilny poziom wilgotności gleby.

Wahania wilgotności to nic dobrego. Uszkodzone owoce, niedobory, osłabione rośliny – to efekt dużych wahań wilgotności wskutek obfitych opadów lub zbyt intensywnego podlewania. Idealnie, gdy ziemia pod warzywami jest stale wilgotna, ale nie ociekająca wodą.

Piszę ten post w lipcu, gdy cały warzywnik aż tętni zielenią. Od wczesnej wiosny mój ogród podlewałam dosłownie kilka razy. I, choć sama jestem tym zaskoczona, zupełnie to wystarcza!

Dlaczego się to udaje?

  • niewątpliwie w ostatnich latach sprzyja mi pogoda. Co jakiś czas trochę pada, pomagając mi w podlewaniu. Mam też to szczęście, że pada wtedy, gdy akurat jest to potrzebne (np. na etapie przenoszenia rozsady w grunt). Gdyby nie opady, pewnie musiałabym podlewać jeszcze jakieś dwa dodatkowe razy. 
  • od początku przyzwyczajam rośliny do małej ilości wody. Podlewałam je tuż po przesadzeniu rozsady w grunt, a potem tylko wówczas, gdy widziałam, że ziemia już mocno wyschła, ale bardzo obficie. Dzięki temu rośliny szukały wilgoci w głębi ziemi lepiej się korzeniąc. 
  • dokładnie ściółkuję rabaty słomą i skoszoną trawą. Ściółka robi ogromną różnicę. Trzeba tylko pamiętać, by trawy nie układać zbyt grubą warstwą, bo zagniwa, lub użyć jej dopiero po lekkim przesuszeniu. 

Podlewaj dobrze

Najlepsza pora na dostarczenie roślinom wody to poranek lub wczesny wieczór. Podlewanie w ciągu dnia sprawia, że rośliny łatwo poparzyć, gdy na wilgotne liście będzie mocno świecić słońce. W około-południowych godzinach parowanie wody, a zatem jej straty, będzie też największe.

Z kolei podlewanie tuż przed zmierzchem może sprawić, że na roślinach długo utrzyma się wilgoć uwielbiana przez ślimaki i sprzyjająca chorobom grzybowym.

Najlepiej podlewać rzadziej, a bardziej obficie niż częściej, a po trochu. Mała ilość wody wsiąka tylko pod powierzchnię, która szybko się nagrzewając sprzyja parowaniu. Gdy wody jest dużo, wsiąka głębiej, zapewniając wilgoć przy korzeniach.

Nie ma jednej zasady co do niezbędnej częstotliwości podlewania, zależy ona od jakości gleby w ogrodzie, jej przepuszczalności, regionu jego specyfiki, ilości opadów w ciągu roku. Żeby sprawdzić, czy ogród wymaga już podlewania warto odkryć nieco wierzchniej warstwy gleby (która zwykle wygląda na suchą) i sprawdzić, czy faktycznie nie ma już wilgoci. Doskonałym wskaźnikiem są też rośliny, jeśli więdną, trzeba jak najszybciej interweniować. Lepiej jednak nie doprowadzać ich do takiego stanu.

Warto pamiętać też, że im mniejszy „pojemnik”, w którym rosną rośliny, tym szybciej ziemia będzie przesychać i wymagać podlewania. Donice trzeba monitorować nawet codziennie.

Sprzęty do podlewania

Najbardziej lubię podlewanie kropelkowe. Mam je rozłożone w całym warzywniku, w tym w skrzyniach na tarasie. Planujemy uzupełnić linie także w pozostałych częściach ogrodu, bo to niesamowita oszczędność czasu poświęcanego na podlewanie oraz wody, która rozsączając się wsiąka w ziemię przy korzeniach roślin.

Raz na jakiś czas, 2-3 razy w sezonie, w warzywniku uruchamiam także natrysk wahadłowy, żeby dokładnie podlać ziemię pomiędzy liniami kroplującymi. Taki natrysk świetnie sprawdza się również w przypadku podlewania dużych powierzchni trawnika czy rabat.

Podlewając punktowo zawsze sięgam po końcówkę z prysznicem. Pozwala łatwo sięgnąć pod korzeń roślin, strumień nie zbija ziemi i bardzo wygodnie się nią operuje. Taką lancę podłączam do jednego z węży, które mamy na cały sezon, dla wygody, rozłożone w ogrodzie. To naprawdę niesamowite ułatwienie.

A moim ulubionym sprzętem jest bęben z samozwijającym wężem, który zamontowaliśmy w tym sezonie. Prawdziwy gamechanger. Razem z nim skończyła się epoka węży plączących się przy ujęciu wody.

Kiedy kilka lat temu budowaliśmy dom, wszystkie rynny zostały podłączone do studni chłonnych. Woda, która ścieka z naszego dachu, trafia z powrotem do ziemi. Gdybyśmy budowali dom dziś, z pewnością zamontowalibyśmy zbiornik na deszczówkę, by móc ją wykorzystać do podlewania roślin. To najlepsza woda, jaką możemy im dać.

Alternatywą, którą zastosowaliśmy na działce ROD jest tysiąclitrowy zbiornik typu mauser i beczki. W tym sezonie nie zdążyliśmy ich jeszcze podłączyć do rynien, zrobimy to w kolejnym sezonie, ale napełniliśmy wodą ze studni, by nieco odstała i się nagrzewała. Taka woda jest dla pomidorów, bakłażanów i ogórków zdecydowanie lepsza.  

Grecka musaka

Grecka musaka z bakłażanem

Zupełnie bez powodu nie pałałam miłością do tego dania. Nigdy nawet go nie próbowałam, więc niechęć była zupełnie nieuzasadniona. Nagły wysyp bakłażanów sprawił jednak, że zaczęłam szukać kolejnych sposobów na ich przetworzenie, a jednym z najbardziej podstawowych jest właśnie musaka. Sprawdziłam składniki – wszystkie ok, ale nadal byłam sceptyczna. Uznałam jednak, że bakłażany jakość trzeba wykorzystać, a gdyby mi musaka nie posmakowała, to z pewnością moje porcje chętnie przejmie Mąż, który musaki już kiedyś próbował i twierdził, że mu smakuje. Z braku argumentów „na nie” przystąpiłam do wykonania. I wiecie co? Musaka to mistrzostwo świata! Ta zapiekanka jest tak smaczna, ze właśnie biorę się za przygotowanie drugiej porcji na mrożenie, dopóki jeszcze w ogródku mam bakłażany.

Czego potrzebujesz:

  • 800 g mięsa mielonego (u mnie wołowina i indyk)
  • 500 g ugotowanych dzień wcześniej ziemniaków (ważne, żeby były dobrze ostudzone)
  • 4 duże bakłażany (muszą wystarczyć na dwie warstwy w naczyniu żaroodpornym)
  • 2 marchewki
  • pół litra przecieru pomidorowego (np. passaty)
  • 2 cebule
  • kilka ząbków czosnku
  • przyprawy: zioła greckie lub oregano, płatki chilli, szczypta cynamonu, sól i pieprz
  • odrobina oleju

Sos beszamelowy

  • pół litra mleka (ja użyłam owsianego)
  • 30 g masła
  • 30 g mąki
  • przyprawy: sól, pieprz i gałka muszkatołowa

Wykonanie:

  • zaczynamy od pokrojenia na plastry bakłażana (ok. 0,5 cm). Rozkładamy do na ręczniczku, delikatnie solimy i zostawiamy na 15 min. Kropelki, które się w tym czasie wytworzą osuszamy ręcznikiem papierowym. Teraz rozgrzewamy patelnię grillową (zwykła tez da radę) z niewielką ilością oleju i grillujemy bakłażany.
  • cebulę i czosnek siekamy, marchewkę ścieramy na tarce do warzyw. Na dużej patelni rozgrzewamy ok. 3 łyżki oleju i podsmażamy na niej kolejno: dużą szczyptę chilli i czosnek, po chwili dorzucamy cebulę, a jak się zeszkli dodajemy marchewkę. Dusimy aż zmięknie.
  • do warzyw dorzucamy mięso mielone i dokładnie mieszamy. Chwile (4-5 min) podsmażamy, a następnie dolewamy przecier pomidorowy. Dusimy długo na małym ogniu, aż znaczna część płynu się zredukuje ( u mnie ponad 20 min). Doprawiamy ziołami, cynamonem, solą i pieprzem.
  • w dużym naczyniu żaroodpornym układamy po kolei warstwy: połowę plastrów bakłażana, pokrojone w plastry ziemniaki oraz farsz z warzyw i mięsa. Układamy kolejna warstwę bakłażana, a na nią sos beszamelowy.

sos beszamelowy: na patelni rozpuszczamy masło, dodajemy mąkę i mieszamy. Powoli, cienkim strumieniem dolewamy mleko, cały czas mieszając, żeby nie powstały grudki. Doprawiamy gałką muszkatołową, sola i pieprzem, chwilę podsmażamy aż zgęstnieje.

  • gotową musakę wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i zapiekamy przez 40 minut.

Smacznego!

ogród kwiatów ciętych

Ogród kwiatów ciętych

Zawsze lubiłam kwiaty. W dzieciństwie zrywałam je z przydomowego ogródka i bawiłam się w komponowanie bukietów, które rozstawiałam w swoim pokoju. Dzbanki, dzbanuszki, filiżanki i kubki wypełniałam kolorami. Z niemal każdego spaceru wracałam z choćby kilkoma kwiatami, gałązką przebarwiającej się jesienią winorośli albo naręczem rumianków z pobliskich pól.

Niestety, w przydomowym ogrodzie brakuje mi miejsca na kwiaty, szczególnie na te jednoroczne. Rabaty są już wypełnione do granic możliwości, a żywopłoty, które przez lata się rozrosły, dają sporo cienia. Większość kwiatów na bukiety takich warunków nie lubi. A tych kwiatów, które już tam rosną, jakoś szkoda ścinać.

Przypadek, który tak często rządzi życiem i tym razem nam pomógł. Sąsiadka chciała pilnie sprzedać działkę na ROD niedaleko nas. Super tanio! Zapytała, czy ktoś z naszych znajomych nie byłby zainteresowany, ale zanim daliśmy znać znajomym, sami się zdecydowaliśmy na zakup, traktując go trochę jak „inwestycję”, która przy okazji da nam trochę plonów w postaci warzyw.

Planując zimą układ rabat doznałam olśnienia 😉 Przecież część rabat mogę przeznaczyć na kwiaty do bukietów! Jest tyle gatunków, które chciałabym mieć, a na ROD miejsca jest mnóstwo.

I tak pomiędzy grządkami z selerami, ogórkami i kukurydzą pojawiły się lewkonie, lwie paszcze, kosmosy, astry, zatrwiany, floksy drummonda, aminki, marchewki i wiele innych. Tnę je bez żalu, bo na ROD bywam tylko przez chwilę co jakiś czas (zwykle kilka razy w tygodniu).

Jak zaplanowałam rabaty?

Mój ogród kwiatów ciętych zorganizowałam w podwyższonych grządkach, bo ziemia na ROD jest fatalna, to zbita, twarda jak skała glina. Część najwyższych roślin, jak kosmosy, mieczyki, aminki i dzika marchew rośnie w gruncie przy obrzeżach działki.

Chciałam, żeby rośliny rosły blokami, dzięki czemu łatwiej mi je podpierać – obok siebie rosną kwiaty o takiej samej wysokości i pokroju, nie zacieniają się, nie dominują jedne nad drugimi. Żeby rozłożyć nieco akcenty w ogródku, nasadzenia tych samych kwiatów podzieliłam na części, rozmieszczone w różnych miejscach.

I tak, rabata z lewkoniami, które kwitły najwcześniej, była w trzech miejscach, dzięki czemu akcent kolorystyczny rozłożony był na trzy różne punkty, a nie skupiony w jednym. Podobnie zrobiłam z astrami, zatrwianami, ostróżkami i lwimi paszczami, których mam dużo. Floksy drummonda i skabiozy mam tylko na jednej rabacie, podobnie jak cynie. Sadząc je wybrałam jednak takie rabaty, które będą kwitły w innym terminie niż sąsiadujące do nich.

Dla urody ogródka i bukietów starałam się dobierać kwiaty kolorystycznie tak, żeby ładnie się ze sobą komponowały. W tym roku to odcienie brzoskwiniowe, ceglane, biel i zgaszone róże.

Jesienią planuję powiększyć rabaty gruntowe i dobrze przygotować ziemię w nich, by jednorocznym gatunkom rosło się w nich dobrze. Już wiem, że w kolejnym sezonie chcę zdecydowanie więcej kwiatów.

Jakie kwiaty posadziłam?

Wybierałam gatunki, które jak najdłużej postoją w bukietach. Jako pierwsze zakwitły lewkonie, którym bardzo szybko towarzystwa zaczęły dotrzymywać floksy drummonda. Kolejne były kosmosy, aminki, zatrwiany i lwie paszcze. Przy domu, od początku lata, rabaty warzywne pięknie zdobiły nagietki, a na rabatach kwiatowych wygodnie rozgościła się orlaya. Mam nadzieję, że będzie się rozsiewać sama i już na zawsze zostanie w naszym ogrodzie. Na początku lipca pierwsze kwiaty zaczęły pokazywać ostróżki jednoroczne i cynie. Astry, które lubią krótsze dni z kwitnieniem czekają na późne lato.

W ogrodzie kwiatów ciętych mam jeszcze mieczyki, żurawki i przywrotniki, które świetnie sprawdzają się w roli wypełniaczy bukietów.

Kiedy siałam kwiaty na bukiety?

Najwcześniej, w połowie lutego, posiałam kwiaty, które nieźle znoszą chłód, oznaczane często jako „hardy annuals”. Po skiełkowaniu przeniosłam je do nieogrzewanej szklarni, gdzie mieszkały aż do przeniesienia je w grunt w kwietniu. Groszki pachnące, lwie paszcze, lewkonie, skabiozy czy zatrwiany znoszą niewielkie przymrozki, jednak gdy tylko temperatura zbliżała się do zerwa solidnie je okrywałam.

Baldachowate aminki, orlaye i marchew, czy charakterystyczne dla naszych pól chabry i ostróżeczki, są nawet bardziej odporne, kilkanaście stopni na minusie też nie powinno im zaszkodzić. Te kwiaty można też siać bezpośrednio do gruntu pod koniec lata, wiosną szybciej wystartują.

Kolejne wysiewy zrobiłam pod koniec marca, wtedy na rozsadnik poszły kosmosy, astry, cynie, tytoń i słoneczniki. Po skiełkowaniu tacki z siewkami też poszły do nieogrzewanej szklarni, jednak w ich przypadku jeszcze dokładniej pilnowałam temperatury i jak tylko spadała zabierałam je na noc do garażu. Te kwiaty można też wysiać bezpośrednio do gruntu w maju.

Na wiośnie moje wysiewy się nie skończyły. Na przełomie czerwca i lipca posiałam rozsadę kwiatów dwuletnich i bylin przydatnych do bukietów. Na rozsadnik poszły naparstnice, łubiny, goździki brodate, krwawniki i złocienie morowa.

Jakie kwiaty sprawdziły się najbardziej

U mnie głównym kryterium pozytywnej oceny jest czas, jaki kwiaty dadzą radę dobrze prezentować się w wazonie. I tu trochę negatywnie zaskoczyły mnie lewkonie, które na szczęści bronią się urodą. Mają jednak dwa zasadnicze minusy. Nawet jeśli na opakowaniu nasion widać piękne, pełne kwiaty wcale nie znaczy, że wszystkie sadzonki będą pełne. W ramach jednej odmiany lewkonia może mieć zarówno pełne, jak i pojedyncze kwiaty. Te pojedyncze są ok, pachną, ale nie są tak spektakularne jak te pełne. Jedna z moich rabat w ¾ była wypełniona kwiatami pojedynczymi.

Drugi minus lewkonii jest taki, że w wazonie spędzą maksymalnie 5 dni wyglądając przyzwoicie, ale już ok. 3 dnia, mimo codziennej wymiany wody, zaczynają dziwnie pachnieć. Jednak są tak piękne, że za rok z pewnością wysieję je znowu.

Pozytywnie zaskoczyły mnie floksy drummonda i lwie paszcze. Oba długo utrzymują świeżość w bukiecie, rozwijając kolejne kwiaty. Floksy są świetnym wypełniaczem bukietu, lwie paszcze budują jego strukturę. Obcinane wypuszczają boczne pędy, które pięknie zakwitają, dając nam dodatkowy, kwietny plon.

Astry, cynie i zatrwiany są bukietowymi długodystansowcami. Półtora tygodnia przetrwają bez problemu, jednak, trzeba pamiętać o regularnej wymianie wody i usunięciu wszystkich niepotrzebnych liści. Pod powierzchnią wody powinny się znajdować wyłącznie łodygi kwiatów. Bardzo długo w bukietach utrzymują się też złocienie.

Aminki, orlaye, kosmosy i marchew to doskonałe wypełniacze bukietów. Delikatnie się „sypią” ale i tak całkiem nieźle stoją w bukiecie. Przez tydzień wyglądają przyzwoicie. Podobnie wygląda sytuacja z groszkiem.

Ogród kwiatów ciętych już po pierwszym sezonie tylko zaostrzył mój apetyt. Chcę więcej! To niesamowita wygoda i komfort mieć pod ręką świeże kwiaty do ścięcia i to w takich ilościach, że można z nich tworzyć całe kompozycje. Do kwiatów, które siałam w tym roku dołączą ich kolejne odmiany, będzie też więcej dalii i piwonii. Planuję przenieść cebule kwiatowe z przebudowywanej rabaty przed domem, co dodatkowo zapewni mi materiał na bukiety wiosną.

Już dziś, w samym środku lata, cieszę się na kolejny sezon w naszym ogrodzie kwiatów ciętych.

Przetwory ładnie ubrane

Przetwory ładnie ubrane

Perfekcjoniści, żeby nie powiedzieć pedanci, tak mają. Musi być ładnie, nawet jeśli chodzi o półkę w garażu. Strasznie wkurzał mnie wieczny chaos, jaki na niej panował – słoiki z przetworami ustawialiśmy tak, jak akurat wychodziły z kuchni. W związku z tym przetwory zeszłoroczne stały z tyłu półki, tegoroczne ogórki miksowały się ze słoiczkami z dżemem. Może nie kłuło by mnie to tak bardzo w oczy, gdyby nie fakt, że w garażu jestem przynajmniej dwa razy dziennie, więc półka z przetworami regularnie przypominała mi o swoim smutnym, chaotycznym istnieniu.

Musiałam powiedzieć temu stop, inaczej wspomniany perfekcjonizm by mnie wykończył. Problem w tym, że nie miałam pomysłu jak ogarnąć cały system. Uznałam, że półce w garażu też czasami należy się katharsis, dlatego w pierwszej kolejności na niej posprzątałam, przy okazji przynajmniej z grubsza segregując przetwory.

To jednak tylko połowa sukcesu. Zdecydowanie potrzebowałam jakiegoś systemu oznaczania przetworów, bo już kilka dni po ich wyprodukowaniu zapominałam, co jest w słoiku. Naklejki na pewno odpadały – dotychczasowe moje doświadczenia z nimi były raczej negatywne. Naklejam i jest pięknie. A potem pozbądź się człowieku takiej naklejki (nawet tej, która miała się odklejać bezproblemowo)… Sama nie odchodzi, w myciu obkleja cały słoik, resztki papieru zostają nawet po zmywarce. Masakra. Może kiedyś wyprodukuję sobie sama naklejki, które nie zostawiają kleju przy ich usuwaniu, na razie jednak musiałam znaleźć inny sposób.

Dla uroku słoiczków postawiłam na materiałowe kapturki. To w sumie po nic potrzebne, ale wygląda ładnie. Po opróżnieniu zawartości słoika materiał upiorę i będę mogła wykorzystać w kolejnym roku. A jak rozwiązałam problem oznaczenia tego co jest w słoiku? Po prostu przyczepiłam ładną karteczkę. Banalnie proste, a działa. Nie będę musiała się z tym mocować przy usuwaniu, wystarczy przeciąć nożyczkami i do kosza. Do tego wygląda całkiem ładnie.

Pewnie zadajecie sobie pytanie, czy to oznaczanie słoików rzeczywiście jest takie ważne. Dla mnie jest. Dotychczas do spiżarni przetwory trafiały losowo, słoiki się miksowały, często nawet nie wiedziałam z jakiego są roku. Raczej zjadamy większość przetworów w ciągu jednego roku, ale różnie bywa. W takiej sytuacji warto byłoby wcześniej sięgnąć po starsze słoiki. Problem w tym, że nie wiem, które są starsze, bo hejtując naklejki w żaden sposób nie oznaczyłam przetworów. Inny problem to zawartość. O ile ogórki kiszone łatwo rozpoznać, o tyle rozróżnienie dżemu z jagody kamczackiej, jagody i jeżyny jest w zasadzie niemożliwe, a czasami ma się ochotę na bardzo konkretny smak (dam się pokroić za dżem z jagody kamczackiej).

A poza tym uważam, że trzeba otaczać się pięknem. Za każdym razem będąc w garażu na pewno uśmiechnę się do moich ładnych słoików z przetworami 🙂

szklarnia

Jaką szklarnię wybrać

Mówiąc o szklarni najczęściej mamy na myśli jedno z trzech dostępnych na rynku rozwiązań. Pierwsze, od którego pochodzi to słowo, to „właściwa” szklarnia, jak sama nazwa wskazuje zbudowana ze szkła. Drugie rozwiązanie to „szklarnia” z zastępującego szkło poliwęglanu. A trzecie to tunel foliowy.

Każde z tych rozwiązań ma swoje zalety i wady. Zasadniczo różnią się trwałością, wyglądem i ceną. Ważną kwestią jest również łatwość montażu.

Jestem fanką rozwiązań poliwęglanowych, od lat takie właśnie stosuję w moim ogrodzie (na końcu tłumaczę dlaczego). Postaram się jednak opisać wszystkie czynniki, które analizowałam dokonując ostatecznego wyboru, przyglądając się zarówno tunelom foliowym, jak i szklarniom.

Estetyka

Tradycyjne szklarnie, wykonane ze szkła, są piękne. Zdecydowana ich większość wygląda bardzo estetycznie, są prawdziwą ozdobą ogrodu. Jeśli zatem twój ogród jest mały i szklarnia będzie „na widoku” warto pomyśleć o jej wyglądzie, bo taki gabaryt trudno będzie zamaskować.

Poprawnie wyglądają też szklarnie z poliwęglanu. Mają różne kształty i rozmiary, więc łatwo znaleźć właściwy do każdego ogrodu i miejsca. Na rynku dostępne są też rozwiązania z dwuspadowym dachem, w klasycznym kształcie, które są schludne i trwałe, a jednocześnie łudząco podobne do szklarni tradycyjnych.

Tzw. tunele foliowe również zdarzają się w klasycznym kształcie z dwuspadowym dachem, na metalowej konstrukcji, ale to rozwiązanie najmniej trwałe. Jak bardzo byśmy się nie starali, folia pod wpływem zmiennych warunków atmosferycznych, czy zalegającego śniegu, będzie się mniej lub bardziej wypaczać. Typowe tunele foliowe, te o zaokrąglonym dachu, nie są może wybitnie estetyczne, jednak całkiem funkcjonalne.

Estetyka:

  • szkło: 3 punkty
  • poliwęglan: 2 punkty
  • folia: 1 punkt

Stabilność

Tu wszystko zależy od jakości montażu. Wiele szklarni szklanych sprzedawanych jest obecnie bez fundamentów lub z tzw. bazą fundamentową. I tu kluczowe jest właściwe przygotowanie terenu. Mimo ilości pracy sugerowałabym jednak wylanie fundamentów lub solidne ustabilizowanie podstawy. Na niestabilnej podstawie szkło, nawet przy niewielkich ruchach ziemi podczas zmian pór roku, czy obfitych opadów, może łatwo pękać. Obserwujemy to u naszych sąsiadów.

Rozwiązania fundamentowe do samodzielnego montażu pozwalają oszczędzić, ale trzeba bardzo starannie przyłożyć się do instalacji. Szkło wybacza zdecydowanie mniej, niż inne rozwiązania. Ze względu na ciężar szkła, konstrukcja takiej szklarni zwykle jest solidna, metalowa, a zatem też cięższa.

Podobnie wygląda sytuacja ze szklarniami poliwęglanowymi. Poliwęglan trudniej uszkodzić niż szkło, jednak od tego, jak solidny fundament dostanie taka konstrukcja, zależy jak długo będzie nam służyć.

Świetnym, prostym rozwiązaniem są grube belki połączone ze sobą, dobrze wypoziomowany fundament z krawężników lub fundament lany. Bez takiej podstawy lekki poliwęglan, szczególnie bazujący na konstrukcji aluminiowej, może odlecieć wraz z silniejszym wiatrem. Wybierając szklarnię z poliwęglanu warto też zwracać uwagę na to, z czego wykonana jest konstrukcja. Najbardziej stabilnym i trwałym rozwiązaniem będzie ocynkowana stal.

Tunel foliowy rzadko wyposażony jest w dodatkową bazę fundamentową, dzięki temu może wydawać się łatwiejszy w montażu. Jednak dołączane do niego metalowe szpice nie są w stanie utrzymać konstrukcji na miejscu w przypadku silniejszego wiatru.

Konstrukcja tunelu foliowego najczęściej wykonana jest z lekkiego plastiku, całość jest dosyć „chybotliwa”. Taki tunel należy dobrze przymocować, dobrym rozwiązaniem jest fundament z krawężników lub drewnianych bali. Pokrycie niestety trzeba będzie zmieniać co 3-5 lat, bo łatwo się uszkadza i matowieje.

Stabilność:

  • szkło: 2 punkty
  • poliwęglan: 2 punkty
  • folia: 1 punkt

Cena do jakości i powierzchni upraw

Analizując ten obszar porównałam ceny rozwiązań o jak najbardziej zbliżonych rozmiarach. Cena szklarni ze szkła o rozmiarze 2,5 na 4,5 m to ok. 5 tys. zł. Ten sam wymiar w poliwęglanie to koszt ok. 2 tys. zł, a w przypadku tunelu foliowego ok. 400 zł. Foliak jest zatem znacząco tańszy, ale też mniej trwały. To oznacza, że będziemy zmuszeni wymieniać go częściej, w dłuższej perspektywie koszty zatem wzrosną.

Cena do jakości i powierzchni upraw

  • szkło: 2 punkty
  • poliwęglan: 3 punkty
  • folia: 2 punkty

Światło, ciepło, przewietrzanie

Najwięcej światła, którego rośliny potrzebują do życia, przepuści szkło. Przewietrzanie zależy od zastosowanych rozwiązań i konstrukcji szklarni, ale jeśli wybierzesz model z podwójnym okienkiem lub dużymi drzwiami, najlepiej z dwóch stron, zapewnisz roślinom optymalne warunki.

Niektóre modele szklarni wyposażone są w specjalne automatyczne systemy, dzięki którym okienka otwierają się, gdy temperatura zaczyna wzrastać do pewnego poziomu.

Poliwęglan porysuje się nieco szybciej niż szkło, bo jest bardziej miękki, jednak to nie będzie problem, który pojawi się szczególnie szybko. Cała reszta – podobnie jak w szklarni.

Jeśli wybierzesz model (jak mój pierwszy) jedno okienko i drzwi, z przewietrzaniem łatwo nie będzie. Poliwęglan daje jednak większą możliwość wyjęcia np. jednej ze ścianek naprzeciwko drzwi, a wówczas cyrkulacja powietrza jest lepsza, co obniża ryzyko rozwoju chorób. Systemy automatycznego otwierania okien są również dostępne w niektórych modelach poliwęglanowych.

Tunele foliowe niszczą się najszybciej, bo folia jest najbardziej elastyczna i najmniej trwała. Pokrycie i tak trzeba będzie wymieniać co kilka lat. Tunele, w zależności od modelu, wyposażone są w różne otwory ułatwiające przewietrzanie, a większe modele mają drzwi z dwu stron.

Światło, ciepło, przewietrzanie

  • szkło: 3 punkty
  • poliwęglan: 3 punkty
  • folia: 2 punkty

I jak tu wybrać?

Podsumowując tę autorską klasyfikację, dokładnie tyle samo punktów – po 10 – zdobywa szkło i poliwęglan, 6 przypada natomiast tunelom foliowym. Ale!

Warto pamiętać, że każdy z nas kieruje się zupełnie innymi czynnikami podejmując decyzję o zakupie osłon na warzywa. Dla mnie priorytetem była trwałość, cena i rozmiar. Chciałam poprawić warunki uprawy pomidorów, móc pomieścić tam jak najwięcej roślin, a jednocześnie nie wydać na to majątku. Dlatego zdecydowałam się na poliwęglan.

Gdybym jednak stawiała szklarnię w ogrodzie przydomowym, szczególnie w części widocznej z okien domu, wybrałabym szkło. Z kolei osoby, które nie są przekonane, czy na poważnie chcą rozpocząć przygodę w ogrodnictwem, albo nie chcą wydać zbyt dużo na szklarnię, na pewno będą zadowolone z tunelu foliowego.  

Mam nadzieję, że uda Ci się wybrać wymarzoną szklarnię dla swoich upraw!

5AC8DD81-BCDF-4991-BB39-8CEE5E70EC2F

Kiedy siać na jesienny zbiór

Kiedy żar leje się z nieba, a dni trwają do 21 z minutami nikt nie myśli o jesieni. Jednak, jeśli także o tej porze roku chcesz zbierać plony z własnego ogrodu, to właśnie nadchodzi czas, kiedy trzeba na poważnie się wziąć za siew lub przygotowanie rozsady na jesień.

Ostatni tydzień czerwca i pierwsze dwa (a nawet trzy, w przypadku niektórych warzyw) tygodnie lipca to najlepsza pora na zaplanowanie jesiennego warzywnika. Potem może być już nieco zbyt późno.

Skąd wiadomo, w jakim terminie siać warzywa na jesienny zbiór?

Wszystko zależy od dwóch czynników:

  • tego, kiedy w danym regionie pojawiają się pierwsze przymrozki
  • oraz tego, ile czasu dana roślina potrzebuje na wzrost i wydanie plonu

Po letnim przesileniu dni robią się coraz krótsze. Wraz z początkiem sierpnia noce zaczynają być chłodniejsze, a to sprawia, że wracają warunki, które wiele gatunków znosi zdecydowanie lepiej niż upały.

Jednocześnie ziemia jest przyjemnie ciepła, co przy właściwym, regularnym podlewaniu, zapewni naszym jesiennym warzywom idealne warunki do kiełkowania i wzrostu. Warzywa potrzebują na to średnio ok. 12-14 tygodni.

Od terminu pierwszych spodziewanych przymrozków trzeba odliczyć wspomniane 12-14 tygodni wstecz. Dodatkowo, jako, że dni stają się w tym czasie coraz krótsze i chłodniejsze, a pogoda nie zawsze dopisuje, warto doliczyć jeszcze dodatkowy tydzień lub dwa zapasu.

Na Lubelszczyźnie, gdzie mieszkam, pierwsze przymrozki zwykle zdarzają się na początku października. 12-14 tygodni wstecz od tego momentu wypada w sam środek lipca.

Jednocześnie, biorąc pod uwagę czas trwania dnia, spadającą temperaturę i fakt, że jeśli gdzieś będzie chłodno, to raczej na wschodzie, zwykle doliczam do czasu wskazanego na opakowaniu nasion 1,5-2 dodatkowe tygodnie.
Łatwo policzyć, że optymalnym terminem siewu na jesienny zbiór u nas jest przełom czerwca i lipca oraz pierwsze dni lipca.

Oczywiście nie od razu sieję wszystkie warzywa, z tymi, które potrzebują mniej czasu na wzrost chwilę czekam lub sieję je dwa razy. Te, które potrzebują kilku tygodni, sieję najpóźniej w pierwszych dniach lipca.

Co siać i sadzić z myślą o jesiennym ogrodzie?

  • ogórki – to może nie jest warzywo na typowo jesienny zbiór, ale posiane na przełomie czerwca i lipca zdąży wydać owoce zanim zrobi się bardzo zimno. Bywało, że nasze ogórki siane właśnie o tej porze roku na późniejszy zbiór, plonowały aż do października. Oczywiście liczba owoców nie jest tak duża jak przy wiosennym wysiewie, ale przyznacie, że świeży ogórek z grządki we wrześniu musi smakować nieziemsko.
  • buraczki i marchewka – im wcześniej posiejemy te warzywa, tym lepiej, bo zdążą wydać ładne korzenie. Jednak przecież i młoda, średniej wielkości marchewka i buraczki nie największego rozmiaru, w kuchni się przydadzą. Ja i buraczki i marchewkę na jesień staram się siać najpóźniej w pierwszych dniach lipca.
  • fasola – to warzywo sieję zarówno w ostatnim tygodniu czerwca, jak i dwa-trzy tygodnie później, a potem nawet pod koniec lipca lub na samym początku sierpnia. Bywa, że fasola z ostatniego siewu nie zdąży wydać owoców lub wyda ich bardzo mało, ale tylko w jednym roku się mi to zdarzyło. No i kto nie ryzykuje, ten nie zjada fasolek w październiku 😉
  • kalarepa – nigdy mi się nie nudzi, więc najchętniej miałabym ją cały rok, ale to warzywo nie przepada za upałami, twardnieje lub nie chce wykształcać główek. Dlatego najczęściej sieję ja dwukrotnie na rozsadę wiosenną (początek marca i początek kwitnienia), a następnie dopiero w lipcu, żeby zdążyła wykształcić dorodne zgrubienia we wrześniu.
  • pak choi i kapusta pekińska – te warzywa nie lubią lata, najlepiej rosną wiosną i jesienią, choć jeśli wiosna jest ciepła bardzo szybko zaczynają wytwarzać pęd kwiatowy. Jesienna uprawa daje większe szanse na powodzenie. Ja sieję je w pierwszych dniach lipca.
  • jarmuż – rzadko sieję to warzywo na jesienny zbiór, dlatego, że mam go sporo w warzywniku z siewu wiosennego. Jarmuż jest odporny na chłód, więc świetnie poradzi sobie w warzywniku przez całą zimę, obdarowując całą masą smacznych listków, idealnych do zielonych koktajli. Kto nie wysiał go wiosną, na przełomie lipca i sierpnia ma ostatni moment by to zrobić.
  • sałata – niestety, przy zbyt dużym upale i długim dniu sałata bardzo łatwo zaczyna wytwarzać pęd kwiatowy, jednak na rynku już pojawiły się odmiany bardziej odporne. Po krótkiej przerwie w czerwcu, w okolicach pierwszej dekady lipca można już zaczynać siać sałatę na jesienny zbiór. Ja zwykle potem dosiewam ją jeszcze raz, w sierpniu, z przeznaczeniem na uprawę zimową.
  • groszek – to warzywo często reaguje mączniakiem na letnie upały, zaś posiane w połowie lipca zdecydowanie lepiej sobie poradzi.
  • burak liściowy – to warzywo, które świetnie radzi sobie z chłodami. Odrobina niskiej temperatury pięknie podkreśla kolor łodyżek i blaszki liściowej, szczególnie odmian różowych, żółtych i czerwonych. Buraki liściowe sieję na początku lipca, potem zostawiam je w gruncie przez cała zimę. Okrywane lub gdy zima jest łagodna, potrafią wydawać listki bardzo długo, a wiosną obdarzyć nas bonusowym pakietem pysznych ogonków.
  • szpinak – ten z jesiennego siewu udaje się zdecydowanie lepiej, niż siany wiosną. Wiosenny szpinak często wybija w pędy kwiatowe, ten siany na jesień serwuje nam świeże listki przez cały wrzesień, październik i listopad. Wiosną z kolei zamienia się w prawdziwą szpinakową dżunglę. Sieję szpinak ok. drugiej lub na początku trzeciej dekady lipca.
  • rzodkiewki – obecnie na rynku jest sporo odmian nieźle znoszących upały, dzięki czemu siew można zacząć nieco wcześniej, a generalnie to warzywo można siać aż do września. Ja z siewem na jesienny zbiór czekam do połowy lub nawet trzeciego tygodnia lipca.
  • brukselka – nigdy wcześniej nie siałam tego warzywa w lecie, ale w tym roku spróbuję. Mam nadzieję, że roślina zdąży wykształcić dorodne łodygi i da mi niezły plon wczesną wiosną. To będzie taki mój test 🙂

Aby zwiększyć szanse na powodzenie jesiennych upraw, warto zapewnić roślinom dobre warunki do wzrostu. Niezłym patentem jest sianie nasion nieco głębiej, by trafiły na chłodniejszą i bardziej wilgotną glebę.

Do czasu skiełkowania warto trzymać paletkę z rozsadą we w miarę chłodnym miejscu. W pierwszym okresie warto nie tylko pilnować regularnego podlewania młodych roślin, ale też nieco je zacieniać, by lepiej znosiły upał.

co siać w kwietniu

Powodzenia w jesiennych uprawach!

Jeśli te informacje okazały się dla Ciebie przydatne, możesz postawić mi kawę na buycoffee, portalu wspierającym twórców internetowych 🙂

O terminach siewu i sadzenia warzyw przez cały rok pisałam także w poniższym artykule. Znajdziesz tam m.in. porady na temat siewu warzyw do uprawy zimą.

56CEBA74-3FC3-408B-A108-4EB70D3BD3F4

Chroń rośliny przed upałem

Letnie upały nie sprzyjają roślinom. Mało które lubią rosnąć w palącym słońcu, przy temperaturze powyżej 30 stopni. Może to prowadzić do poparzeń, a przy dużej wilgotności powietrza, sprzyja chorobom.

Szczególnie trudno mają rośliny w szklarni, gdzie przy dużym nasłonecznieniu temperatura może wzrosnąć nawet powyżej 50 stopni Celsjusza. Jednak dzięki kilku prostym patentom, ułatwisz swoim roślinom przetrwanie upałów.

Podlewaj regularnie

Nie chodzi o to, aby podlewać rośliny codziennie, oczywiście za wyjątkiem tych, które rosną w donicach, łatwo ulegających przesuszeniu. Nawet w upały wystarczy podlewać raz na kilka dni (częstotliwość zależy od tego, jaką masz glebę w ogrodzie – mocno przepuszczalną trzeba podlewać częściej).

Kluczem jest mądre podlewanie – lepiej podlać raz na kilka dni solidnie, niż codziennie po trochu. W ten sposób woda dostanie się głęboko stanowiąc rezerwuar wilgoci, do której korzenie roślin dostaną się bez problemu.

Nigdy nie lej wody na liście roślin, w ten sposób najłatwiej o poparzenia i choroby. Staraj się kierować strumień bezpośrednio pod korzeń rośliny. Świetnie pomaga w tym specjalna lanca do podlewania.

Ściółkuj

To robi ogromną różnicę. Ziemia pod ściółką, nawet w upały, jest wilgotna i chłodna. Moja ulubiona ściółka to słoma, ale używam też skoszonej trawy, kory, kompostu, świetną ściółką są również zrębki.

Zacieniaj

Nie jestem fanką chlapania wapnem po suficie szklarni, ale maty cieniującej już tak. Sprawdzi się nawet stara firanka. Cokolwiek, co ograniczy nieco dopływ promieni słonecznych do roślin będzie dla nich zbawieniem w upał. W rekordowo upalne dni warto nieco zacieniać nie tylko szklarnię, ale i rośliny w gruncie, rosnące w miejscach, gdzie nie ma przewiewu. Wystarczy położyć na nie tkaninę delikatnie przepuszczającą światło.

Wietrz

W upały otwórz wszystkie drzwi i okna w szklarni. Jeśli masz taką możliwość, wyjmij jeden z paneli naprzeciwko drzwi w szklarni, by tworzył się naturalny przewiew. Dobra wentylacja jest podstawą utrzymania zdrowia roślin.

Chłódź

Dobrym sposobem na obniżenie temperatury w szklarni jest polanie podłogi zimną wodą.

W ogrodzie, wieczorem, gdy słońce nie operuje już tak intensywnie, możesz uruchomić natrysk wahadłowy, podleje rośliny i obniży temperaturę. Świetnym patentem w przypadku szklarni jest włączenie wentylatora, który „poruszy” nieco powietrze.